Ducha świeckich nie gasić

Są takie kościoły w Polsce, do których ciągną nie tylko parafianie, ale również ludzie z okolicznych terenów. Jest ich zapewne wiele, ale nie o wszystkich mówi się naokoło dość głośno, by zainteresować się tym, co właściwie sprawia, że miejsca te są tak wyjątkowe. Kiedy już odnajdzie się taki kościół, warto rozejrzeć się i popytać, dlaczego tutaj jest tak, jak jest. O takim kościele z ks. Emanuelem Pietrygą, proboszczem parafii św. Jadwigi w Chorzowie, rozmawia Michał Tomaka.

W parafii, w której Ksiądz jest proboszczem, istnieje wiele rozmaitych grup. To raczej nic nietypowego, jeśli przyjrzymy się innym polskim parafiom. Może wyjątkowość tkwi zatem w tym, kto przejmuje tutaj w tym względzie inicjatywę? No właśnie, czy u św. Jadwigi w Chorzowie powstają one z zamysłu duchownych czy świeckich?

Wszystkich po trochę. Myślę, że jeśli chodzi o obecną sytuację, to stanowi ona rezultat zaangażowania wielu pokoleń, a spora liczba istniejących obecnie grup parafialnych nie jest kwestią przypadku. Poszczególne wspólnoty rodziły się w związku z konkretnymi okolicznościami oraz zapotrzebowaniem mieszkańców. W moim przekonaniu są one pewnym owocem otwarcia wszystkich na Ducha Świętego. Oczywiście poszczególne inicjatywy duszpasterskie powstawały wielorako. Czasem bywało tak, że osoba świecka inicjowała pewien pomysł, a następnie pojawiał się kapłan, który zajmował się daną grupą. Innym razem inicjatywa wychodziła ze strony duchownych. Na ten przykład zapytali mnie kiedyś moi szafarze, czy mogą w parafii zorganizować Akcję Katolicką. Problemem było bowiem to, że uczestniczyli oni w jej spotkaniach w innej miejscowości. Uznałem, że trzeba być otwartym i nie gasić dobrego ducha. Podobnie inicjatywa wyszła ze strony świeckich w tworzeniu duszpasterstwa osób żyjących w separacji i rozwiedzionych, którzy nie wstąpili w nowe związki. Myślę, że duszpasterze potrzebują głosu świeckich, a ludzie świeccy księży, chociażby jako opiekunów. To idzie zatem dwutorowo. Przy czym najważniejszy jest trójnóg: rozważanie słowa Bożego, wspólnota i liturgia. Stół na tych trzech nogach nie powinien się przewrócić.

Czyli rolą duszpasterza jest również nieprzeszkadzanie świeckim, „niepodcinanie im skrzydeł”, kiedy wyrażają oni zainteresowanie jakąś nową formą duszpasterstwa?

Oczywiście! Osobiście opieram się na słowach św. Pawła: „Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie!” (1 Tes 5,19-21). Duszpasterz odgrywa w parafii niewątpliwie ważną rolę, chociażby w tym sensie, że często do niego należy konkretna decyzja. Jeśli świeccy nie znajdą zatem podatnego gruntu dla swoich inicjatyw we własnej parafii, pójdą do innej. Parafia św. Jadwigi w Chorzowie jest tutaj dobrym przykładem. Tak się bowiem składa, że większość uczestników niektórych nabożeństw czy spora liczba członków poszczególnych grup pochodzi spoza naszej parafii. Wierzę, że przychodzą oni tutaj, ponieważ mogą wybrać coś, co im szczególnie odpowiada.

Pozwolić ludziom poczuć się w kościele naprawdę u siebie, to znaczy wziąć przez nich odpowiedzialność za własny rozwój duchowy. To już bardzo dużo…

Tak, mnie osobiście bardzo zależy na tym, żeby wszystko to, co możliwe, wykonywali świeccy, np. prowadzili liturgię słowa podczas Mszy Świętej. Czasami jest nawet tak, że bezpośrednio przed Eucharystią zapraszam kogoś chętnego do przeczytania dzisiejszej lekcji. Przygotowanie czytania jest o tyle prostsze, że na każdej ławce w kościele znajdują się wydrukowane teksty z bieżącą liturgią słowa. Każdy może zatem przejrzeć je przed Mszą Świętą i zgłosić swoją gotowość do publicznego odczytania. Zdarza się jednak i tak, że ktoś podchodzi do ambony ad hoc, bez wcześniejszego zgłoszenia.

Może zatem wyjątkowość takich parafii jak ta polega przede wszystkim na tym, że nic nie dzieje się tutaj „na siłę”, stwarza się za to możliwości?

Sądzę, że w każdej parafii jest jakaś część świeckich, którzy nie chcą poprzestać na coniedzielnej Mszy Świętej czy regularnej spowiedzi. W parafii, w której pracuję, istnieje wiele grup. To ważne. Jeśli ktoś lubi np. modlitwę różańcową, może zdecydować się na uczestnictwo we wspólnocie Żywego Różańca czy Legionie Maryi. Ktoś inny ma z kolei predyspozycje do tego, by pełnić posługę nadzwyczajnego szafarza komunii świętej, dzięki której chorzy mają możliwość przyjmowania komunii świętej w każdą niedzielę. Czasami tym predyspozycjom trzeba oczywiście dopomóc w formie zaproszenia i zachęty. Chociaż w Eucharystii jako chrześcijanie odnajdujemy wszystko, co najważniejsze, istnieją tacy ludzie, którzy poszukują również czegoś poza liturgią. W każdej parafii są możliwości przyjrzenia się takim poszukiwaniom, trzeba je tylko uważnie wybadać. Moim zdaniem, im większa liczba grup parafialnych, tym większa szansa na odpowiedzialność świeckich. W naszym przypadku tak było chociażby z drogą neokatechumenalną. Na początku sam wyszedłem z inicjatywą. Zaprosiłem katechistów z wiarą, że jeśli znajdą się chętni, to wspólnota powstanie, a jeśli nikt się nie zgłosi, to widocznie jeszcze nie ten czas czy nieodpowiednia forma ewangelizacji. W chwili obecnej istnieją w parafii już cztery takie wspólnoty. Odpowiedzialnymi za ich prowadzenie są właśnie świeccy. Podobnie jest zresztą chociażby z oazą rodzin. Tutaj również moderatorami prowadzącymi spotkania są świeccy. Duszpasterz towarzyszy oczywiście tym grupom, jednak jego rola jest w pewnym sensie doraźna.

Próbą dotarcia do parafian z ofertą pewnej formy duszpasterstwa jest również świąteczna kolęda, podczas której czasem udostępniamy parafianom informacje na temat konkretnej grupy czy namiary na osoby odpowiedzialne za jej prowadzenie. Najważniejsze jest tutaj jednak zaproszenie indywidualne.

 

Na koniec pytanie o to, czym dla Księdza osobiście jest parafia św. Jadwigi w Chorzowie?

Moja parafia jest dla mnie przede wszystkim wspólnotą wielu wspólnot. Nie chodzi przy tym o wielkość parafii. Jaką wspólnotę można bowiem zawiązać pomiędzy pięcioma czy dziesięcioma tysiącami ludzi? Wspólnota powstaje tam, gdzie ludzie się znają, pozostają w bliskich relacjach „ja – ty”. Pan Jezus również wybrał na początku tylko dwunastu. Wśród nich były niewątpliwie bliskie relacje. Przyjrzyjmy się historii chrześcijaństwa. U jego początków najważniejsze było gromadzenie się, spotkanie. Odbywało się ono w domach bogatych Rzymian. Dopiero później powstawały odrębne budynki, które dziś nazywamy świątyniami. Kościół zrodził się zatem jako żywa wspólnota serc. Miejsce zgromadzeń było drugorzędne. Parafia jest dla mnie zatem przede wszystkim rodziną, która, jako wspólnota ludzi znających się, spotyka się razem, modli i nawraca.

Michał Tomaka

Autor: Michał Tomaka

Mam 26 lat, pochodzę z Rzeszowa. Studiowałem przez jakiś czas filozofię oraz teologię, później stosunki międzynarodowe, zaś obecnie studiuję filologię angielską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Człowiek renesansu – jak niektórzy mówią. Mieszkam i pracuję w Krakowie. Pisałem artykuły także do dwumiesięcznika dla chorych Wstań, a od niespełna roku dla Czasu Serca.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *