Dobrze, że ksiądz przyszedł. Spotkanie 26.

Nadeszły wreszcie upragnione przez wszystkich wakacje. Wolny od zwykłych zajęć czas poświęcamy na zasłużony wypoczynek: w górach, nad morzem, u przyjaciół lub rodziny. Po całorocznym trudzie pracy czy nauki niejeden z nas pragnie poleniuchować i zapomnieć o wszystkim, czym wypełniony był każdy zwyczajny dzień. Poniekąd jest to potrzebne dla naszego zdrowia. Są jednak sprawy, o których zapomnieć nie wolno – od nich urlopu być nie może.

Otóż muszę pamiętać, że niezależnie od tego, gdzie się znajduję, zawsze jestem człowiekiem i zarazem dzieckiem Boga. Ta prawda jednoznacznie powinna określać moją postawę, abym nie utracił własnej tożsamości. W mojej osobie, stworzonej na obraz Boga, kryje się godność, której nie mogę wystawiać na szwank przez zachowania preferujące „wakacyjny luz”.

Warto więc wcześniej, zanim wyjadę na wakacje i spotkam nowych ludzi, pomyśleć o tym, kim jestem i w związku z tym, jakie powinny być moja postawa oraz czyny? Wydaje się bowiem, że wielu z nas stosuje podwójną gamę zachowań – człowieka w miarę statecznego w środowisku, w którym przebywam na co dzień, i diametralnie odmienną wśród tych, którzy mnie nie znają. W obliczu tak rozbieżnych postaw nie sposób uniknąć pytania o moją wiarę w Tego, który będąc Bogiem, „przenika mnie i zna oraz wie, co kryje się w moim wnętrzu” (por. Ps 139). Czy jest On moim Panem także w czasie wakacji?

Autor: ks. Marek Romańczyk SCJ

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *