Dobrze, że ksiądz przyszedł. Spotkanie 25.

Zimny peron dworca kolejowego wypełniony był sporą gromadą podróżnych oczekujących na opóźniony pociąg. Gdy wreszcie nadjechał, wszyscy stłoczyli się przy drzwiach wagonów, aby jak najszybciej znaleźć się w środku. Pasażerowie wygodnie usadowili się w przedziale. Pociąg ruszył. Ten i ów uczynił znak krzyża. Niemal w tym samym momencie z korytarza doszedł płacz jakiejś kobiety. Nietrudno było się zorientować, że przy wsiadaniu do pociągu została okradziona. Z torebki zabrano jej pieniądze, bilet kolejowy i cenne zapiski.

Kobieta była wręcz załamana. Nic więc dziwnego, że podświadomie szukała u współpasażerów jakiegoś wsparcia, głośno mówiąc o swoim problemie. Reakcje były bardzo różne. Wielu kiwało głowami, w ten sposób wyrażając współczucie. Ktoś próbował analizować całą sytuację, dopytując się, w którym momencie kobieta zauważyła stratę. Ktoś inny udzielał pouczeń, jak należy pilnować swoich bagaży. Z kolei jakaś staruszka rozwodziła się na temat nieroztropnego trzymania zakupionego biletu razem z pieniędzmi. To jeszcze potęgowało rozżalenie owej kobiety, która jak gdyby czując się winna swego położenia, próbowała usprawiedliwiać się przed podróżnymi udzielającymi jej „życzliwych” uwag, zapewniając, że pilnowała swej torebki możliwie najlepiej. Wśród pasażerów byli też niezaangażowani, obojętnie przyglądający się tej scenie.

W pewnej chwili znalazł się ktoś, kto stojąc na korytarzu, jakby czekał na właściwy moment. Podszedł do płaczącej kobiety, zamienił z nią kilka słów i dyskretnie starał się wręczyć jej banknot, aby mogła spokojnie wrócić do domu. Ten gest solidarności sprawił, że poszkodowana przestała się uskarżać na doznaną przykrość i zaczęła dziękować za okazane jej współczucie. Nie przyjęła zresztą ofiarowanych pieniędzy, ponieważ – jak twierdziła – w miejscowości, do której jechała, miał na nią czekać na dworcu ktoś z rodziny.

Uczestnicząc w tym zdarzeniu, doświadczyłem, jak ważną sprawą jest solidarność z pokrzywdzonym człowiekiem. Przy czym nie chodzi tu tylko o same słowa. Potrzeba konkretnego czynu, który wypływa z głębni serca. Gdyby takich gestów było więcej, może łatwiej nam wszystkim  by było na co dzień żyć?

Autor: ks. Marek Romańczyk SCJ

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *