Dobrze, że ksiądz przyszedł. Spotkanie 23.

Siadając do wigilijnego stołu, w geście pojednania łamiemy się opłatkiem, wypowiadając życzenia. Wobec Tajemnicy Bożego Narodzenia stajemy się jacyś inni, odmienieni, lepsi. Ta odmiana trwa zazwyczaj krótko i znów wracamy do starych schematów zachowań. A wtedy drugi człowiek liczy się o tyle, o ile jest źródłem korzyści. Takie refleksje nasunęły mi się, gdy uczestniczyłem w tragicznym zdarzeniu na jednej z krakowskich ulic.

Kiedy szedłem zatłoczonym chodnikiem, w pewnym momencie zauważyłem stojący na skraju jezdni niewielki wózek wypełniony po brzegi różnymi starociami, a obok niego leżącego człowieka. Jakiś mężczyzna wyjaśniał zatrzymującym się przechodniom, że jego bezdomny kolega nagle zasłabł i przewrócił się na jezdnię. Pochyliłem się nad leżącym, aby spełnić posługę kapłańską. Ktoś inny sięgnął po telefon, żeby zadzwonić na pogotowie. Dyżurna wypytywała o szczegóły, a dowiedziawszy się, że chodzi o człowieka bezdomnego, stwierdziła, że jest on na pewno pijany. Mijają minuty, kolejni przechodnie zatrzymują się. Jedni przystają z ciekawości, by po chwili iść dalej, inni alarmują pogotowie. Niestety, ignorując kolejne wezwania, karetka nie przyjeżdża. Sytuacja staje się dramatyczna. Po 25 minutach daremnego oczekiwania do leżącego na ulicy podchodzi młody mężczyzna – jest lekarzem. Bada puls, a następnie zagląda w oczy bezdomnego człowieka i bezradnie kiwa głową. Wszyscy rozumieją ten gest. Niektórzy ludzie są zbulwersowani. Wystarczyły przecież 2 minuty, aby karetka dojechała z pobliskiej stacji pogotowia, być może ratując człowiekowi życie. Tak się jednak nie stało, bo pani przyjmująca zgłoszenie zbagatelizowała je.

Zastanawiam się nad naszymi reakcjami na owo wydarzenie. Może, gdyby ten zmarły tragicznie człowiek był dla nas kimś bliskim, sprawa trafiłaby do sądu? Nie jest jednak najważniejsze, by znaleźć winnych. O wiele istotniejsze staje się tu pytanie o kształt naszego człowieczeństwa. A w kontekście Bożego Narodzenia warto pomyśleć także nad tym, czy miłość Boga do człowieka wyzwala w nas konkretne gesty w relacjach z bliźnimi? Wszak Bóg po to stał się Człowiekiem, aby nas upodobnić do Siebie w dobroci i miłości.

Autor: ks. Marek Romańczyk SCJ

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *