Dary Ducha Świętego są jak Ferrari w garażu

O tym, jak w sakramencie bierzmowania Duch Święty przemienia nasze życie, w rozmowie z Pauliną Smoroń opowiada ks. Wojciech Mleczko CR ze Zgromadzenia Księży Zmartwychwstańców. Sam nieustannie doświadcza działania Ducha Świętego i dzieli się tym z młodymi we Wspólnocie Chrystusa Zmartwychwstałego Galilea.

Czy bierzmowanie jest nam dzisiaj do czegoś potrzebne? Oczywiście pomijając wymóg tego sakramentu przy zawieraniu małżeństwa.

Ono, obok chrztu św. i Eucharystii, jest sakramentem inicjacji chrześcijańskiej, który ma nas wprowadzić w życie w wierze. Właśnie wtedy jeszcze bardziej zapraszamy Ducha Świętego do naszego życia, by mógł nami kierować i obdarzać nas swoimi darami. To jest chyba główny cel przygotowania do bierzmowania, by nauczyć młodych otwartości na Ducha Świętego.

Skoro w tym sakramencie otrzymujemy od Ducha Świętego dary, to znaczy, że nie mieliśmy ich wcześniej?

Otrzymujemy je niewątpliwie już podczas chrztu św., ale przez bierzmowanie Duch Święty je w nas uaktualnia i nawet dodaje nowe. On jest twórczy i widzi, czego potrzeba Kościołowi w danym momencie. Może się zdarzyć, że ktoś rozłoży ręce i stwierdzi, że nie wie, jakie dary otrzymał, ale jeśli nie zacznie próbować ich używać, to nigdy się tego nie dowie. Trzeba z tych darów korzystać, bo skoro mamy Ferrari w garażu, to dlaczego nim nie jeździć?

W kwietniu 2017 roku pojawiły się wskazania Konferencji Episkopatu Polski, które – wydaje się – wywrócą do góry nogami zarówno świat duszpasterzy, jak i młodych w kontekście bierzmowania.

Można tak powiedzieć, ponieważ jest to dokument, który w jakiś sposób ma ujednolicić zasady przygotowania do bierzmowania we wszystkich polskich diecezjach. Biskupi dzielą w nim przygotowania na dalsze, bliższe i bezpośrednie. Widać też mocny nacisk na to, aby spotkania te odbywały się w maksymalnie 12-osobowych grupach, którym będzie przewodniczył animator.

Czy mniejsze grupy wpłyną na to, że czas przygotowania wyda jeszcze większe owoce?

Myślę, że to nie przypadek, że sam Jezus miał wokół siebie jedynie 12 apostołów. My chcemy Go naśladować i w tej niewielkiej wspólnocie stawiać na budowanie relacji. Rzeczywiście ten sposób może być o wiele skuteczniejszy od tradycyjnego, bezosobowego i przeintelektualizowanego przygotowania.

Myśli Ksiądz, że oprócz zajęć w mniejszym gronie, dobrze na młodych wpływają również chrześcijańskie imprezy masowe?

Takie spotkania są im bardzo potrzebne, bo nawet jeśli w swoim środowisku są w mniejszości niewstydzącej się Boga, to tam widzą, że takich osób jest więcej. Popatrzmy choćby na Światowe Dni Młodzieży, które były niesamowitym świadectwem młodych ludzi dla ich rówieśników. Widzieli wtedy tak wiele młodych osób podobnie wierzących, modlących się i wyznających takie same wartości. To pomaga im uczyć się od siebie nawzajem i umacniać w przekonaniu, że ich wiara nie jest fanatyczna, ale w pełni wartościowa. Imprezy masowe nie zastąpią jednak systematycznej formacji w mniejszym gronie.

Dobre przygotowanie do bierzmowania jest ważne?

Oczywiście, ale życie chrześcijańskie nie rozwija się w próżni. Dlatego o wiarę trzeba dbać także po bierzmowaniu. Jeżeli nie ma dalszej formacji i propozycji dla młodych, bardzo szybko mogą stracić to, co się w nich zrodziło podczas przygotowań.

Wydaje się, że dziś młodzi często nie uświadamiają sobie, czym tak naprawdę jest ten sakrament. Dawniej było inaczej?

Ciężko to zmierzyć, ale myślę, że nie musi tu być wielkiego zrozumienia. Wystarczy choćby niewielka świadomość tego, co się ma wydarzyć. W Kościele wschodnim sakramentu bierzmowania udziela się przecież małym dzieciom przy chrzcie.

Oprócz szeregu nauk i spotkań formacyjnych przed bierzmowaniem, do tej pory młodych czekał także egzamin. To znaczy, że na ten sakrament trzeba sobie zasłużyć?

Bierzmowanie, jak każdy sakrament, jest darem od Boga i trudno byłoby sobie na niego zasłużyć. To prawda, że do tej pory kandydaci musieli przejść słynne egzaminy, ucząc się odpowiedzi na około 200 pytań, ale formacja intelektualna jest tylko częścią tego przygotowania. Często jednak kładziono na to duży nacisk, przez co brakowało odpowiedniego przeżycia tego wydarzenia. Nie trudno się więc dziwić, że bierzmowanie nazywane jest uroczystym pożegnaniem z Kościołem. Z pewnością cenne będzie, wspomniane w dokumencie KEP, przejście z myślenia, że bierzmowania trzeba się wyuczyć, do myślenia o tym, że ten sakrament należy odpowiednio przeżyć.

A co z nowym imieniem, które obieramy w czasie bierzmowania? Czy ono nas w pewien sposób dookreśla?

Dokument KEP, o którym już była mowa, kładzie nacisk na to, by imienia nie zmieniać. To ma podkreślić ciągłość z imieniem nadanym na chrzcie św. Mogą oczywiście zdarzyć się uzasadnione przypadki, żeby wybrać nowe imię.

O jakich sytuacjach mowa?

Tak może stać się wtedy, gdy imię chrzcielne nie pochodzi od świętego patrona. Niestety sami nie mamy na to zbyt wielkiego wpływu, a chodzi o to, by mieć swojego orędownika w niebie i inspirować się jego postawą.

W czasie bierzmowania towarzyszy nam świadek. Jaka jest jego rola?

Świadek ma nam pomóc zarówno w przygotowaniu się do tego sakramentu, jak i w dalszym życiu wiarą. Nie chodzi więc o wybór odpowiedniej osoby jedynie na sam moment bierzmowania, ale już na początek naszych przygotowań do niego.

Często zwraca się uwagę na to, że Duch Święty jest przez ludzi traktowany po macoszemu. Skąd to wynika?

Powoli zmienia się to nastawienie i można wręcz powiedzieć, że Duch Święty sam się o to upomniał już ponad 50 lat temu poprzez ruch charyzmatyczny. Pokazuje się nam tak namacalnie i mocno, jakby sam przypominał, że bez Niego nic nie jesteśmy w stanie zrobić. On jest Osobą, która prowadzi Kościół i nie można o tym zapomnieć.

Jak na co dzień rozbudzać moc Ducha Świętego w naszych sercach?

Dobrą praktyką jest modlitwa do Niego. Tu pozytywnym przykładem jest Karol Wojtyła, który każdego dnia modlił się słowami, których nauczył go ojciec. Można też wołać wprost do Ducha Świętego, aby nas napełnił, bo nie możemy bez Niego wytrzymać, a nasze życie wydaje się puste. Ważne, żeby o Nim po prostu nie zapominać.

Autor: Paulina Smoroń

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *