Czy w małżeństwie zdarzają się cuda?

 

Mówiąc o cudzie, mamy zwykle na myśli coś, co przekracza naturalny porządek rzeczy i stanowi wyraźny znak ingerencji Pana Boga. Sądzę, że czasem tak właśnie bywa w związku małżeńskim – przydarza się coś, co po ludzku wydaje nam się niemożliwe; następuje zmiana, jakiej nie oczekiwaliśmy i nie potrafiliśmy sami spowodować.

Może ona dotyczyć sytuacji pomiędzy małżonkami, ich relacji, wewnętrznych przeżyć, ale także pojawienia się dziecka w małżeństwie doświadczającym wcześniej cierpienia niepłodności. Jednak chciałabym dziś poszukać innego rodzaju cudów – a mianowicie wydarzeń, które wydają nam się czymś oczywistym, naturalnym, zwykłym, codziennym, a w istocie, gdy im się bliżej przyjrzymy, okazują się naprawdę cudami.

Pierwszym cudem, przy którym warto się zatrzymać, jest sam fakt spotkania dwojga osób, pojawienia się miłości i podjęcia decyzji o wspólnym życiu. Mam w pamięci swoje własne obawy z przedślubnego okresu mojego życia, kiedy to wydawało mi się, że zupełnie niemożliwe jest, abym mogła kiedyś z jakimś „obcym” człowiekiem wejść w tak bliską relację, jaką jest małżeństwo. Przypuszczam, że wiele osób doświadcza takich obaw. I nagle okazuje się, że jednak to możliwe – pojawia się ten ktoś, wobec kogo otwiera się moje serce i on też odpowiada otwarciem ze swojej strony. Jeśli myślimy o głębokiej relacji, a nie tylko o tzw. chemii czy zauroczeniu, to jej budowanie naprawdę nie jest rzeczą łatwą. Tylko na początku, kiedy do głosu dochodzi ta właśnie chemia, rzeczy niejako dzieją się same. Później budowanie relacji wymaga przekroczenia wielu własnych lęków, ograniczeń, zranień. Wymaga też odwagi, by otworzyć się i pozwolić poznać takim, jakim się jest, a co za tym idzie – pokazać swoje słabe strony i narazić się na ryzyko zranienia. Jeśli więc udaje nam się nawiązać z kimś taką właśnie więź, jeśli potrafimy opuścić ciasny świat własnego ego i jeśli chcemy żyć razem w miłości, „dopóki śmierć nas nie rozłączy” – czyż nie jest to cudem?

dwoje staje się jednym…

Idźmy więc dalej – jakimż cudem, zupełnie przez nas niepojętym, jest sakrament małżeństwa. Nie wiem, czy osoba stojąca przed ołtarzem w dniu swojego ślubu do końca zdaje sobie sprawę z tego, co się dokonuje w momencie, gdy dwoje ludzi tego sakramentu sobie udziela – już nie są dwojgiem, ale stają się jednym… I Bóg jest w tej rzeczywistości. Jak to zrozumieć? Pracując z małżeństwami w kryzysowych sytuacjach, często widzę dwie skrajne postawy. Jedni zapominają, że łączy ich nie tylko prawne zobowiązanie czy subiektywna decyzja, ale rzeczywistość między nimi ma także inny wymiar. Drudzy traktują sakrament w sposób magiczny: „Wszystko będzie dobrze, bo przecież mamy sakrament małżeństwa, on wszystko załatwi”. Zrozumienie, a może lepiej – doświadczenie łaski sakramentu małżeństwa wymaga z pewnością wiary, żywej relacji z Bogiem i rozwijania umiejętności dostrzegania w zwykłym powszednim życiu znaków obecności Boga. Bo On przychodzi do nas m.in. w wydarzeniach naszego życia, w zwyczajności codzienności… i to jest kolejny cud…

Jak to możliwe, że dwoje ludzi z różnych środowisk, z różnym doświadczeniem, o różnych temperamentach, upodobaniach, oczekiwaniach i przyzwyczajeniach podejmuje wspólne życie i trwa w nim kilkadziesiąt lat? Oczywiście efekt końcowy nie zawsze jest budujący. Czasami małżonkowie są razem, bo inaczej nie wypada, ale miłości między nimi nie widać. Ale pomyślmy o tych małżeństwach, które spotykamy niekiedy na ulicy, a może znamy osobiście – starszy pan i starsza pani idą, trzymając się za ręce, rozmawiają, uśmiechają się do siebie, są razem… Po ponad dwudziestu latach małżeńskiego życia wiem, jaki to jest cud! Jak wiele potrzeba miłości, wysiłku, wiary, by dzień po dniu trwać razem i kochać się coraz bardziej, pomimo dzielących nas różnic, konfliktów, problemów, cierpień. By budować – mimo wszystko – bliskość i więź, które z biegiem lat stają się coraz głębsze. I w tej codziennej drodze, w tym wysiłku wkładanym przez każde z nas łaska sakramentu małżeństwa jest źródłem ogromnej pomocy. Mogę powiedzieć, że każdy wspólnie przeżyty przez małżonków dzień to cud…

sztuka przebaczania

W codzienności małżeńskiego życia rzeczywistością, która niejako stanowi świadectwo miłości wzajemnej, jest przebaczenie. Kochający się ludzie często muszą się przepraszać i często muszą sobie przebaczać. I tu bywają sytuacje, w których człowiek doświadcza własnych granic i rozbija się o niemożność przebaczenia. Dzieje się tak najczęściej wtedy, gdy zamyka się w swoim zranieniu i bólu, a równocześnie nie może pogodzić się z tym, że rzeczywistość jest taka, jaka jest. Mam doświadczenie osobiste i zawodowe, które pokazuje mi, że w takiej sytuacji naprawdę potrzeba czegoś więcej niż pomocy psychologicznej – potrzeba łaski, by dokonał się cud przebaczenia.

owoc miłości

Nie sposób nie dotknąć jeszcze jednego – spośród wielu – momentu, kiedy w małżeństwie zdarza się cud. Jest to niewątpliwie chwila, kiedy jako małżonkowie zostajemy obdarowani cudem nowego życia – dzieckiem, które stanowi owoc naszej miłości. Samo życie jest cudem, a to doświadczenie, że Bóg powierza nam swoje dziecko, które w tak niezwykły sposób pojawia się w naszym życiu, jest jednym z najtrudniejszych i najpoważniejszych wyzwań, przed jakimi przychodzi nam w życiu stanąć. Dziecko przychodzi na świat, rośnie, rozwija się, dojrzewa i jako rodzice niejednokrotnie zdumiewamy się zachodzącymi zmianami, myśląc, że to chyba jakiś cud…

Kiedy Ksiądz Redaktor poprosił mnie o artykuł na temat cudów w życiu małżeńskim, pomyślałam, że chyba nie jest to temat, o którym mogłabym coś napisać. Tymczasem – jak się okazało po głębszym zastanowieniu – całe życie małżonków to jeden wielki Cud! I myślę, że warto o tym pamiętać w szarej codzienności. Czego, jak zwykle, sobie i drogim Czytelnikom życzę…

Autor: Beata Helizanowicz

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *