Czy Jezus czynił cuda?

 

Cuda… Jedni w nie wierzą i bezkrytycznie dopatrują się na każdym kroku nadprzyrodzonego działania Bożego, inni, sceptycznie nastawieni do wszystkiego, co wymyka się prostym regułom, odrzucają nawet potencjalną możliwość ich zaistnienia. Jedni uważają je za koronny dowód boskości Jezusa, inni sądzą, że opowieści o nich są tylko pobożnymi bajkami, stworzonymi na potrzeby „maluczkich”. Zatem pierwsze pytanie, jakie się tutaj nasuwa i na które powinniśmy sobie odpowiedzieć, brzmi następująco: „Co to są w ogóle cuda?”. Żeby bowiem uznać czy odrzucić istnienie czegokolwiek, musimy zdefiniować, co mamy na myśli.

Wydawałoby się, że odpowiedź na powyższe pytanie jest oczywista. Zazwyczaj zarówno zwolennicy cudów, jak i ich przeciwnicy zgodnie twierdzą, że z cudem mamy do czynienia wtedy, gdy coś jest sprzeczne z prawami przyrody. Ale czy na pewno? Skąd mamy wiedzieć, czy znamy wszystkie prawa przyrody? Przecież jeszcze w XIX wieku pomysł, że ludzie będą w stanie podróżować samolotami, uznano by za absurdalny i właśnie… sprzeczny z prawami przyrody – przecież wiadomo, że metal nie lata. Poza tym, gdyby Pan Bóg, chcąc działać w naszym życiu, musiał łamać prawa przyrody, świadczyłoby to o tym, że tymi prawami przyrody nie potrafi do końca dobrze się posługiwać, że ich nie zna, a przecież… sam je ustanowił!

cuda a prawa natury

Ewangelista Marek przytacza bardzo ciekawy opis cudownego uzdrowienia człowieka niewidomego. Pozornie jest to opis cudu nie do końca udanego. Gdy bowiem Jezus zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał go, czy coś widzi, usłyszał w odpowiedzi: „Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa”. Dopiero gdy Jezus powtórnie położył mu ręce na oczy, ślepiec przejrzał całkowicie i mógł widzieć wszystko normalnie  (por. Mk 6,22-24). Uważniejsze przyjrzenie się tej opowieści zdradza jednak ciekawą rzecz. Jeżeli mianowicie Jezus miał tu do czynienia z człowiekiem niewidomym od urodzenia bądź dzieciństwa, to samo przywrócenie wzroku nie mogło przywrócić zdolności widzenia. Dzięki postępowi medycyny wiemy, że po odzyskaniu wzroku mózg musi niejako nauczyć się interpretować bodźce wzrokowe. Zatem dynamika dokonanego przez Jezusa uzdrowienia jest jak najbardziej zgodna z tym, co dziś wiemy o funkcjonowaniu ludzkiego organizmu. Niesamowite jest tylko tempo, w którym to naprawienie wzroku nastąpiło. Sam przebieg uzdrowienia świadczy jednak nie tyle o tym, że Jezus działał wbrew prawom przyrody, ale przeciwnie – że świetnie nad nimi panował. Opis ten, tak mało spektakularny, a tak bardzo zgodny z dzisiejszą wiedzą medyczną, świadczy też pośrednio o tym, że takie wydarzenie musiało mieć miejsce w rzeczywistości. Czy jednak istnieją jakiekolwiek źródła, poza czterema ewangeliami, potwierdzające nadzwyczajną moc Rabbiego z Nazaretu? Okazuje się, że tak…

moc Jezusa

Talmud, stanowiący rozbudowany żydowski komentarz do Tory, zasadniczo nie zajmuje się osobą Jezusa, jednak można w nim znaleźć ciekawy passus, bez wątpienia odnoszący się do Jego osoby: „Naucza się, że Jeszu został powieszony w wigilię święta Paschy (…), gdyż uprawiał magię i wzywał Izraela do apostazji” (Sanh. 43,1). Choć, jak łatwo się domyślić, tekst ten pochodzi z kręgów, które nie przyjęły Jezusa i nie uznały w Nim obiecanego Mesjasza, to jednak dowodzi on, że nie tylko wyznawcy Mistrza z Nazaretu, ale też ci, którzy w Niego nie uwierzyli, zapamiętali Go jako kogoś dysponującego mocą większą niż zwykli śmiertelnicy. Różnica w podejściu była tylko ta, że jedni uważali, że jest to moc Boża, drudzy, że pochodzi ona od złego ducha. Zapewne dyskusje na ten temat toczone były jeszcze za życia Jezusa. Świadectwem tego jest argumentacja ewangelistów, wskazująca na brak logicznego myślenia u przeciwników Jezusa, którzy przypisywali Mu związki z diabłem: „Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. (…) Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim” (por. Mk 3,22-26).

wiara czyni cuda?

Dochodzimy tutaj do ciekawego problemu. Dlaczego widząc znaki zdziałane przez Jezusa, część ludzi postrzegała je jako potwierdzenie Jego szczególnej relacji z Bogiem, inni zaś nie? Czy dlatego ludzie wierzą, bo widzą cuda, czy może dlatego widzą cuda, bo wierzą?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, przypomnijmy sobie pewną scenę z życia Jezusa. Będąc już znanym w okolicy nauczycielem, przyszedł On do miasteczka, w którym się wychował. Znający Go od dziecka mieszkańcy z jednej strony zdumiewali się Jego mądrością, z drugiej jednak nie byli w stanie zobaczyć w Nim kogoś innego, niż chłopaka z sąsiedztwa, który przejął po ojcu warsztat stolarski. Widząc ich powątpiewanie, Jezus „nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich” (Mk 6,5). Zacytowane zdanie ewangelisty Marka jest bardzo ciekawe. Nie uczynił żadnego cudu, tylko kilku uzdrowił… Tak sformułowane zdanie sugeruje, że uzdrowienia te nie były cudami. Czym zatem były? Czy działanie Boże jest uwarunkowane ludzką wiarą? Z pewnością nie. Pan Bóg zawsze działa i zawsze błogosławi ludziom – nie dlatego, że na to zasłużyli, ale dlatego, że On jest dobry. Natomiast wiara umożliwia rozpoznanie działania Bożego.

zgoda na działanie Boga

Gdy zamknę oczy, nie widzę otaczającego mnie świata, mimo że on wokół mnie istnieje. Podobnie jest z wiarą – gdy aktem woli odrzucę samą możliwość działania Bożego w moim życiu, czy w ogóle w świecie, to nie dostrzegę go nawet wtedy, gdy Bóg będzie mi dawał znaki, które komuś innemu wydałyby się ewidentne. Zawsze mogę przecież powiedzieć: „To tylko przypadek”. Z drugiej strony wiara rozumiana jako powierzenie się Bogu niejako „rozwiązuje Mu ręce”, by mógł jeszcze pełniej działać w naszym życiu. Pan Bóg ogromnie szanuje naszą wolność. Jeśli kurczowo trzymamy się naszych własnych rozwiązań i nie dopuszczamy możliwości, że nie wszystko zależy od nas samych, nie dajemy Bogu szansy, by doświadczyć Jego mocy. Tymczasem już psalmista mówił, że ci, którzy opierają się na samych sobie, nawet jeśli wstają przed świtem i pracują do późnych godzin nocnych, i tak daremnie pracują. Ci zaś, którzy zawierzyli Bogu i pozwolili Mu działać w swoim życiu, doświadczają, że On „nawet we śnie darzy swych umiłowanych” (Ps 127).

Autor: s. Natalia Tendaj SłNSJ

Imię zakonne Celina, od 1992 r. sercanka (i nie jest to rok urodzenia). Pochodzi z Lublina, ale z zasiedzenia czuje się prawie krakowianką. Katechizuje w V LO w Krakowie i czerpie z tego mnóstwo radości. Od dzieciństwa nie minął jej zwyczaj zadawania pytań, zaczynających się od słówka "dlaczego?" i nie uznaje łatwych odpowiedzi. Ma nadzieję, że kiedyś trafi do nieba, w którym uzyska odpowiedzi na najbardziej nurtujące ją pytania. Lubi podróże i ludzi, z którymi można podyskutować. Mówi, że matematyka to poezja, a nowe technologie są fascynujące, ale na roślinkach i zwierzątkach kompletnie się nie zna. Przy okazji - jest doktorem teologii fundamentalnej, czego jednak nie należy kojarzyć ani z medycyną ani fundamentalistami.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *