Czas na Karolinę

Czy historia prostej dziewczyny żyjącej 100 lat temu może zmienić czyjeś życie? Kasia i Magda, uczennice szkoły filmowej, które na zaliczenie mają przygotować etiudę filmową, początkowo nie są przekonane do postaci bł. Karoliny Kózkówny. Jednak podążanie jej śladami rodzi w ich sercach pytania o sens własnego życia. Być może i ty odnajdziesz w niej siebie… O kulisach pracy nad filmem Karolina ks. Radosławowi Warendzie SCJ opowiadają Andrzej Sobczyk, producent, i Dariusz Regucki, reżyser.

Dlaczego zdecydowaliście się na scenariusz o bł. Karolinie Kózkównie? Przecież mamy wielu innych, dość ciekawych świętych: Maksymilian Maria Kolbe, brat Albert Chmielowski, a z przeszłości: Wojciech, Stanisław…

Dariusz Regucki: Można powiedzieć, że był to przypadek. Ja jednak wybieram drugą wersję, że to działanie Boże, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Po rozmowie w wydawnictwie „Rafael”, z którym od wielu lat współpracuję, przyszła mi na myśl postać bł. Karoliny Kózkówny. Coś mi się kojarzyło, ale tak naprawdę nic o niej nie wiedziałem. Im więcej myślałem, tym bardziej byłem przekonany, że trzeba to zrobić. Zapytałem zaprzyjaźnionego księdza, co o tym sądzi, a on powiedział: „Darku, rób. Kto teraz mówi o czystości?”. A potem okazało się, że mija 100 lat od śmierci bł. Karoliny. I w ten sposób ruszyła cała machina.

Andrzej Sobczyk: Myślę, że jest czas na bł. Karolinę – obchodzimy 100-lecie jej śmierci, a jej kult cały czas się rozwija. Nakręcenie filmu okazało się niełatwym zadaniem, bo w samym życiu bł. Karoliny nie było zbyt spektakularnych wydarzeń. To prosta dziewczyna, żyjąca na wsi, pomagająca chorym, ucząca dzieci – jakby w tym jest jej świętość. Została zabita w imię czystości, ale to jest końcówka. Myślę, że sprawdza się tu powiedzenie: „Jakie życie, taka śmierć”. Życie było święte – to i śmierć była prostą drogą do świętości. Karolina ma to, czego nam dzisiaj bardzo brakuje. Powinniśmy się od niej uczyć, ponieważ wiedziała, czego chce i na co ma poświęcić czas. Pomagała ludziom. Jej życie było konstruktywne.

Karolina nie jest ckliwą hagiografią. Mamy dwa światy wzajemnie się przenikające. Dlaczego zdecydowaliście się na taką koncepcję?

R.: Chciałem, żeby film był skierowany do młodego widza i żeby pojawili się w nim współcześni młodzi ludzie ze swoimi problemami, z całą burzą hormonów, pragnień, marzeń. I przyszedł pomysł, żeby to zrobić na dwóch płaszczyznach, tak aby ten współczesny świat przeplatał się z historią bł. Karoliny. Myślę, że w filmie udało się osiągnąć efekt podmiotowego traktowania widza – daję mu pewną historię, ale to on ma szukać odpowiedzi na pytanie o sens swojego życia.

O kim albo o jakich zjawiskach jest ten film?

S.: W sposób bezpośredni film opowiada o dwóch młodych dziewczynach, które są uczennicami szkoły filmowej i na zaliczenie mają nakręcić etiudę filmową. Nie wiedzą, na jaki temat, kłócą się, nic im z tego nie wychodzi, aż w końcu nauczyciel każe im zrobić film o bł. Karolinie Kózkównie. To jest główny wątek. Nasze założenie było takie: tak jak one w filmie poznają osobę bł. Karoliny, tak samo widz razem z nimi poznaje ją. Nie chcieliśmy, żeby to był tylko film biograficzny, fabularny, ale taki, który poprzez swoją fabułę czegoś nauczy. W tle mamy rozterki młodych ludzi, początek ich dorosłego życia, problemy rodzinne, małżeńskie, trudne decyzje.

Co z obsadą aktorską? Mamy kilka znanych nazwisk: Jerzy Trela, Dorota Pomykała… Jest i troje młodych debiutantów.

R.: Scenariusz pisałem pod te konkretne osoby. Znając je tyle lat, ich mimikę twarzy, sposób grania, wiedziałem, co mogę z nich wydobyć. Natomiast dziewczyny zostały wybrane podczas castingu. Nagle do sali wpadła nasza Marlena Burian, totalne ADHD. A ja już wiedziałem, że tej dziewczyny potrzebowałem. Zaś Karol Olszewski, który gra seminarzystę, pojawił się w ostatniej chwili. Mieliśmy fantastycznego chłopaka z warszawskiej szkoły teatralnej i praktycznie dwa tygodnie przed zdjęciami musiał zrezygnować. Byłem bezradny. Nie wiedziałem, skąd wezmę tak ważną postać. I Karol spadł nam jak podarunek z nieba. Potrzebowałem takiego chłopaka z pewnym dystansem, wycofanego, ale wrażliwego. Niebezpieczeństwo było takie, że ci młodzi adepci szkół filmowych w porównaniu z takimi nazwiskami jak Trela, Pomykała, Cyrwus położą cały film, bo dysonans między nimi okaże się zbyt duży. W tym przypadku tak się nie stało.

Czego oczekujecie od tego filmu? Co musiałoby się stać, abyście mogli powiedzieć: „Udało się!”? Bo przecież filmów o wartościach chrześcijańskich nie kręci się chyba dla samego kręcenia…

S.: Gdy pierwszy raz pokazywaliśmy ten film bp. Andrzejowi Jeżowi i jego współpracownikom, po projekcji niejednemu z nich poleciała łezka. To znak, że ten film pracuje w sercu człowieka, a co w tym sercu będzie się działo, to już kwestia Pana Boga. I to jest cel tego filmu: otworzyć człowieka na łaskę Bożą. A drugim celem jest pokazanie osoby bł. Karoliny. To są fakty, nie ma tam żadnej koloryzacji.

R.: Karolina to próba szukania odpowiedzi na pytanie o sens życia. Bo jeśli Boga nie ma i nieba nie ma, to twoje kapłaństwo, moje powołanie do małżeństwa, nasze życie nie mają najmniejszego sensu. Ludzie potrzebują nadziei, nie tylko hedonizmu mówiącego, że ważne jest jedynie tu i teraz. Większość ludzi zadaje sobie to podstawowe pytanie: Po co żyję i jaki sens ma moje życie? I ten film – przynajmniej takie było założenie – jest o miłości i o nadziei.

Jakie były największe trudności w produkcji filmu? Brak środków materialnych, krnąbrni ludzie czy deficyt pomysłów?

S.: Nie wskazałbym żadnej z tych rzeczy, bo środki finansowe się znalazły, a ludzie, którzy zebrali się wokół filmu, okazali się wspaniali, ponieważ wiedzieli, czego chcieli. Natomiast trudnym czasem było samo kręcenie, istny maraton: 12 dni zdjęciowych, jeden po drugim, ludzie pracowali od 7.00 do 23.00, non stop. Naprawdę musieli się wykazać mocną determinacją, żeby to zrobić, i stanęli na wysokości zadania.

Jest już pomysł na kolejny chrześcijański film?

R.: Zamysł był taki, że Karolina otwiera taką nową drogę działania. Ale uwaga! Następny film nie musi być o błogosławionym czy świętym. Równie dobrze może pokazywać coś pozytywnego, np. jakąś fantastyczną rodzinę. Obecnie nie ma bowiem dobrego filmu familijnego. 

S.: Mamy napisane już dwa scenariusze. Byłby to film opowiadający o krucjatach różańcowych. Są bowiem na świecie miejsca, gdzie np. jest trudna sytuacja polityczna. Zmiana najczęściej zaczyna się od jednego człowieka, który mówi: „Wyjdźcie do ludzi i módlcie się na różańcu za swój kraj”. Ludzie się jednoczą, są ich miliony, wychodzą na ulice i modlą się, a tyran za tydzień rezygnuje. Są takie historie. Myślę, że można by zainspirować ludzi do działania z różańcem i pokazać im, jak powstrzymać zło, które próbuje się nam narzucić. Czasem nie musi to być zmiana ustroju, ale wystarczy zmiana serca. A drugi scenariusz mówi o św. Joannie Beretcie Molli. Film byłby grany w Polsce i we Włoszech. Opowiadałby historię tej kobiety, ale w kontekście współczesnym.

A jeśli nie zdążę obejrzeć Karoliny w kinie…

S.: Jeśli leży ci na sercu temat Karoliny albo ewangelizacja, albo po prostu szeroko pojęte rozsiewanie tego co dobre, a w dodatku jesteś liderem życia społecznego, możesz zorganizować pokaz tego filmu u siebie. Dostaniesz prawa do tego, aby pokazać film, płytę, narzędzia i będziesz mógł to zrobić w swoim gronie. Natomiast przymierzamy się także do wydania Karoliny w wersji DVD.

ks. Radosław Warenda SCJ

Autor: ks. Radosław Warenda SCJ

Człowiek, chrześcijanin, sercanin, ksiądz. W takiej, a nie odwrotnej kolejności, choć to ostatnie przenika aż do początku. Dzieciństwo spędziłem w Sosnowcu, młodość zakonną w Stopnicy i Stadnikach. A pierwsze kapłańskie kroki w lubelskiej parafii Dobrego Pasterza i Społecznych Szkołach im. Klonowica, też w Lublinie.
Niegdyś studiowałem na Gregorianie, a później w latach 2011-2015 byłem redaktorem naczelnym „Czasu Serca”. Dziś pracuję w kurii generalnej w Rzymie.
Z zabranych ze sobą książek wziąłem wszystkie Tomáša Halíka.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *