Chrześcijański konglomerat

 

„Modliłem się na Kalwarii i w pewnym momencie ormiańscy mnisi zaczęli się bić z prawosławnymi. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Jako młody ksiądz byłem zaniepokojony o babcię, która koło mnie odmawiała różaniec, bo myślałem, że ona straci wiarę. Ale gdy nagle ta babcia wstała i zaczęła ich obkładać różańcem, to się uspokoiłem i pomyślałem sobie: «Bogu dzięki! Nie straci wiary…»”. O absurdach Ziemi Świętej, ale i niezapomnianym wrażeniu przeniesienia się w Jezusowe czasy ks. Radosławowi Warendzie SCJ opowiada ks. Wojciech Węgrzyniak.

Czy relacje międzywyznaniowe rzeczywiście są tak napięte, czy może wspomniana bójka była jedynie niesmacznym incydentem?

Byłem zszokowany, że można robić takie rzeczy w miejscu, w którym Pan Jezus dokonał największego aktu miłości. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, że oni nie tyle nie szanują Pana Jezusa, ile traktują to miejsce jak dom. A przecież największe przykrości czynimy tym, z którymi czujemy się najbardziej rodzinnie.

Są pewne zasady, np. dotyczące Grobu Pańskiego, które zmieniały się przez wieki, a w XIX wieku tak naprawdę ustaliły się na dobre, tzw. status quo: kto kiedy ma nabożeństwo i na jakich zasadach. Teoretycznie to jest wszystko proste. O tej godzinie mają ci zakonnicy, o tamtej inni, nie powinni przekraczać tej linii albo zakazu śpiewania itp. Gdy kard. Dziwisz zszedł 50 cm poza wyznaczoną linię w bazylice w Betlejem, bo chciał się z kimś przywitać, to już ktoś inny zaczął krzyczeć.

Kolejny paradoks – w święto Podwyższenia Krzyża Ormianie mają prawo raz w roku obejść bazylikę trzy razy dookoła i wejść do środka, okadziwszy Grób Pański. Problem w tym, że według nich w grobie nie powinno być nikogo, a według prawosławnych musi tam być jeden prawosławny. I co roku jest to samo – policja izraelska musi ich rozdzielać.

Poza tym czasami trudno coś wyremontować, bo ciężko ustalić, kto ma do tego prawo. Co z tego, że w kaplicy syryjskiej na ołtarzu jest gorzej niż w niektórych stajniach, ale oni tego nie remontują, bo to nie jest ich własność, a nie pozwalają innym remontować, bo uważają, że to jest ich własność.

Takie konflikty dotyczą tylko bazyliki Grobu Pańskiego czy innych miejsc również?

Bazylika Grobu Pańskiego i Betlejem to jedyne wspólne miejsca – nie ma bowiem innego Bożego grobu, nie było też innej groty. Dlatego tu będą się pojawiać te starcia.

Jak wygląda sytuacja społeczno-polityczna w Ziemi Świętej?

Sytuacja Izraela i Palestyny daje do myślenia pod tym względem. I to bardzo wiele. Ponad trzy miliony ludzi nie ma swojego kraju ani obywatelstwa. A jeśli mają paszport, to sąsiadującej Jordanii. To jest niewyobrażalne, że w XXI wieku może być naród, który nie przynależy do żadnego państwa. Sytuacja wydaje się być patowa. Palestyńczycy mieszkają w Ziemi Świętej z dziada pradziada. Izrael znajduje się w fatalnym położeniu, bo gdyby chciał ich przyjąć do swojego państwa i dać im normalne prawa jak innym, to by się okazało, że Arabów jest więcej niż Żydów. A w państwie demokratycznym większość może bardzo wiele. Jednym ze sposobów byłaby może zmiana konstytucji i ustanowienie np. monarchii (uśmiech) albo podzielenie ludzi na dwie kategorie: bardziej i mniej uprzywilejowanych. I chociaż ciężko znaleźć zadowalające obie strony rozwiązanie, to warto zwrócić uwagę, że większość mieszkańców Jerozolimy naprawdę chce pokoju, normalnego życia i współpracy między Żydami i Arabami.

Chrześcijanie są po stronie żydowskiej i palestyńskiej?

Większość chrześcijan to Palestyńczycy. W całej Ziemi Świętej jest kilkadziesiąt tysięcy katolików, troszkę więcej prawosławnych. Betlejem i okolice to największe skupisko chrześcijan. Zmniejsza się jednak ta ilość ze względu na kiepskie warunki życia, a może i nawet niechcący z powodu naszej pomocy. Okazało się bowiem, że skoro Zachód pomagał chrześcijanom w Ziemi Świętej i otworzyły się możliwości wyjazdów na Zachód, wielu wyemigrowało, a kiedy już wyjadą, to raczej nie wracają.

Wszystkie miejsca w Ziemi Świętej związane z Chrystusem są autentyczne? Czy może część upamiętnia dane wydarzenie, a niekoniecznie działo się ono w tym konkretnym miejscu?

Pierwsza kategoria to miejsca, w których na pewno dane sytuacje się wydarzyły, np. Jezioro Galilejskie – nie ma szans, żeby się przesunęło, Grobu Pańskiego też się raczej nie kwestionuje. Druga kategoria to miejsca, blisko których dane wydarzenie biblijne miało miejsce, gdzieś w okolicy, ale nie jesteśmy na 100% pewni, np. Grota Narodzenia w Betlejem albo pole pasterzy (są dwa pola pasterzy: prawosławne i katolickie). Natomiast jest jeszcze trzecia grupa: nie jesteśmy pewni, czy w tym regionie to się wydarzyło, ale tam się upamiętnia, np. Emaus. Nie wiemy, czy Emaus było oddalone o 11 czy 30 km od Jerozolimy (rękopisy mówią o 60 i 160 stadiach), a także nie wiemy, w którym kierunku należy je szukać. Stąd mamy Emaus Nikopolis, Emaus El-Qubeibeh, a w średniowieczu było ich ponoć jeszcze więcej. Podobnie Wieczernik. Z jednej strony wchodzimy z drżeniem serca do Wieczernika na Syjonie, a z drugiej w syryjskim kościele św. Marka możemy posłuchać kobiety, która z zapałem neofity przekonuje, że właśnie w tym miejscu była ostatnia wieczerza i zesłanie Ducha Świętego. I archeologowie powiedzą: „Ta kobieta wcale nie jest dalsza od prawdy, niż my jesteśmy”. Który zatem z nich? Nie wiemy. I tu się upamiętnia te wydarzenia, i tu. A może miały miejsce całkiem gdzie indziej.

Czy ludzie, którzy jadą do Ziemi Świętej, nie myślą bardziej o kulcie samego miejsca niż o doświadczeniu duchowym?

Bardzo dobrze przeżywają tę podróż ludzie, którzy chcą wejść w atmosferę tego, co się tam stało. Dla nich sama świadomość, że całe życie słyszeli „Betania, ogród Oliwny, Kafarnaum”, a teraz przychodzą do tych miejsc i czytają tam Ewangelię, sprawia, że cała ich wiedza na ten temat, wiara, przeżywanie jakby się intensyfikują. I potem, gdy już wracają do Polski i słyszą „Betania, ogród Oliwny, Kafarnaum”, mówią: „Ja tam byłem”. Jednak bardzo wielu ludzi stwierdza: „Inaczej to sobie wyobrażałem”. To prawda, ja też to sobie inaczej wyobrażałem. I może pojawić się rozgoryczenie, że wchodzisz do ogrodu Oliwnego, a tu mało drzewek, w dodatku z późniejszej epoki. Ale pomimo tego jest ten klimat, że siadasz z Pismem Świętym, otwierasz je na modlitwie w Ogrójcu, klękasz na kamieniu, który mógł być tym, na którym Pan Jezus klęczał, i wiesz jedno, że jest to jedyne i najbardziej odpowiednie miejsce na świecie, żeby tam przeczytać tę Ewangelię i żeby tam się pomodlić. To jest taka największa radość Ziemi Świętej, że możesz przenieść się dzięki tej atmosferze o 2000 lat wcześniej. Myślę, że Ziemia Święta przemawia przede wszystkim do tych, do których wiara cokolwiek przemawia.

Szczególne miejsce w Ziemi Świętej dla Wojciecha Węgrzyniaka…

Hippos – byłem tam kilkanaście razy. To jedno z dziesięciu miast Dekapolu w Galilei po drugiej stronie Jeziora Galilejskiego. W miejscu tym nic się nie dzieje w Ewangelii, ale zaczęli tu mieszkać chrześcijanie, zwłaszcza po 70 roku. Później to miasto stanowiło przepiękny przykład współpracy chrześcijan, Greków i Żydów aż do dnia, kiedy przyszło trzęsienie ziemi i jak zburzyło miasto, to do dzisiaj jest ono prawie w takim stanie jak wtedy. Miejsce cudowne, dlatego że wyrasta jakby z ziemi i ukazuje relikty przeszłości, a ponadto jest tam przepiękny widok na zachód słońca nad Jeziorem Galilejskim.

A drugie miejsce to schodki na Kalwarii. Najczęściej nie przychodziłem do Grobu Pańskiego ani na miejsce, gdzie był wbity krzyż Jezusa, bo tam były zazwyczaj kolejki, tylko na schodki prowadzące do ambony. To na nich odmawiałem często różaniec albo koronkę. Tam zostawiłem część mojego serca. Zatem to są takie moje ulubione miejsca, bo kojarzą mi się z prośbami, modlitwami. I jak nawet ktoś jedzie do Ziemi Świętej, to go proszę, żeby tam sobie usiadł i pomodlił się za mnie.

Bazylika Narodzenia Pańskiego w Betlejem jakoś szczególnie świętuje Boże Narodzenie?

W Wigilię w godzinach poobiednich patriarcha Jerozolimy przyjeżdża do Betlejem. Oczywiście zwyczajowo ma się spóźnić pół godziny czy godzinę, więc ludzie na niego czekają. Potem w bazylice odprawiane są nieszpory, a następnie ludzie mają czas na modlitwę lub pójście na pole pasterzy. O północy jest słynna pasterka odprawiana po łacinie, po arabsku i po francusku. Kościół jest pełny. Katolicka Msza św. jest odprawiana w kościele św. Katarzyny znajdującym się obok, dlatego że bazylika jest w posiadaniu prawosławnych, a my możemy odprawiać Msze św. tylko w grocie, a tam jest mało miejsca i ludzie by się nie zmieścili. Po tej Mszy św. patriarcha schodzi do groty i odmawia modlitwę, w której siedem razy powtarza się słowo hic – „tutaj”:

„Betlejem! Oto w tej małej grocie ziemskiej narodził się Stwórca Wszechświata.
Tutaj został owinięty w pieluszki. Tutaj został złożony w żłobie.
Tutaj odwiedzili Go pasterze. Tutaj ukazała się gwiazda.
Tutaj był adorowany przez Mędrców. Tutaj Aniołowie śpiewali:
«Chwała na wysokości Bogu!» Alleluja! Alleluja!”.

To uświadamia nam, że jesteśmy w naprawdę wyjątkowym miejscu. Po pasterce w grocie co godzinę lub pół godziny odprawia się Msze św.

Kiedy najlepiej pojechać do Ziemi Świętej?

Jeśli chodzi o zwiedzanie, to najlepszymi miesiącami są marzec–kwiecień albo wrzesień–październik – nie za ciepło, nie za zimno, a dzień jest jeszcze dosyć długi. Natomiast z punktu widzenia religijnego – ale można to połączyć – byłaby to Wielkanoc. Począwszy od Niedzieli Palmowej, kiedy to rano w Grobie Pańskim jest odprawiana Msza św. i po niej następuje poświęcenie palm. Wyobraźmy sobie 500-600 osób i każdy dostaje palmę osobiście od patriarchy, z którą ma przyjść o 14.00 na procesję! Po obiedzie każdy idzie więc z tą palmą do Betfage, oddalonego o 3-4 km od Jerozolimy, i tam zaczyna się procesja. Jest to największa manifestacja religijna katolików w Ziemi Świętej. Kantor prowadzi śpiew, ale każda grupa (m.in. skauci, młodzież) zaśpiewa i swoje pieśni. Trwa to ze dwie godziny. Wszyscy z tymi palmami wchodzą do Jerozolimy, śpiewając „Hosanna Synowi Dawidowemu”.

Oprócz tego każdego dnia czytana jest męka Pańska według innego ewangelisty i codziennie w innym kościele odprawiana jest też liturgia słowa przeznaczona na te dni Wielkiego Tygodnia. W Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielką Sobotę liturgia jest rano, dlatego że w Grobie Pańskim nigdy nie odprawia się jej wieczorem. Zatem w sobotę już o 10.00 składamy sobie życzenia związane ze zmartwychwstaniem Chrystusa.

Pewne elementy liturgii są inne, np. pogrzeb Pana Jezusa. Z figury Chrystusa ze składanymi rękami odkręca się gwoździe, zawija się ją w płótno i składa w miejscu, gdzie według tradycji był On namaszczony, i na tym kamieniu się ją namaszcza. Potem tymi olejkami namaszcza się dłonie ludziom (czuć to potem jeszcze przez dwa dni, przepiękne zapachy!). I wtedy figura Pana Jezusa jest przenoszona do Grobu Pańskiego. Ma się wrażenie, że człowiek uczestniczy w jakimś ponadczasowym misterium.

W Wielki Czwartek rano jest oczywiście msza wieczerzy Pańskiej, a po południu idzie się na modlitwę do Wieczernika. W kościele św. Jakuba, gdzie jest katedra ormiańska, katolicy mają prawo do modlitwy w Wielki Czwartek, i tam składają ormianom życzenia wielkanocne. Potem oni idą do kościoła św. Marka – syryjskiego, gdzie według nich jest Wieczernik, i tam znowu jest modlitwa i życzenia.

Wielkie wrażenie robi też liturgia wieczorna sprawowana w Wielki Czwartek w syryjskim kościele św. Marka. Oni szczycą się tym, że mówią takim językiem, jakim mówił Pan Jezus. Liturgia jest w języku aramejskim. Widzisz biskupa umywającego nogi, słyszysz wszystkie modlitwy w przedziwnym języku i masz wrażenie, i czujesz, że mógł to być język Jezusa, że to mogły być te same słowa, które zmieniły losy świata już na zawsze.

ks. Radosław Warenda SCJ

Autor: ks. Radosław Warenda SCJ

Człowiek, chrześcijanin, sercanin, ksiądz. W takiej, a nie odwrotnej kolejności, choć to ostatnie przenika aż do początku. Dzieciństwo spędziłem w Sosnowcu, młodość zakonną w Stopnicy i Stadnikach. A pierwsze kapłańskie kroki w lubelskiej parafii Dobrego Pasterza i Społecznych Szkołach im. Klonowica, też w Lublinie. Niegdyś studiowałem na Gregorianie, a później w latach 2011-2015 byłem redaktorem naczelnym "Czasu Serca". Dziś pracuję w kurii generalnej w Rzymie. Z zabranych ze sobą książek wziąłem wszystkie Tomáša Halíka.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *