By zabić dobroć?

Nie tak dawno, bo na początku roku w internetowym serwisie YouTube zamieścił swoje przesłanie – relację z ogarniętego walkami syryjskiego miasta Homs. Żadnych szybkich wyroków, tanich rad ani bezradnych pokus zemsty. W szarym swetrze, przed nie mniej szaro-burym domem siedzi prawie 76-letni mężczyzna i choć język arabski zna świetnie, to swoje przesłanie nagrywa w języku francuskim. Ma dotrzeć do nas. Pozorność sielankowej scenerii zdradza wybite okno. Nie ono jest problemem, lecz głód, brak leków i zapomnienie ze strony tych, którzy powinni pamiętać.

Holenderski jezuita, ks. Frans van der Lugt, do Syrii przybył jako dwudziestokilkuletni jezuita w 1960 roku. Zajął się duszpasterstwem młodzieży, a jako psychoterapeuta otworzył ośrodek Al Ard („Ziemia”) dla blisko 40 dzieci z problemami psychicznymi. Ciągle pozostawał silnie zaangażowany w dialog międzyreligijny. W ostatnim czasie pełnił funkcję wikariusza biskupiego katolików obrządku łacińskiego. „Jestem jedynym księdzem i jedynym cudzoziemcem, który tu pozostał. Jednak nie czuję się jak cudzoziemiec, lecz jak Arab wśród Arabów. Naród syryjski tyle mi dał i teraz, gdy cierpi, muszę dzielić z nim wszystkie trudności” – wyjaśniał w lutym agencji AFP. Jakie to trudności? Proza życia w mieście Homs oblężonym przez siły syryjskiego reżimu, który traktuje je jak centrum rewolty przeciw prezydentowi Baszarowi Al-Asadowi.

niezgoda na głód

Wbrew powszechnemu oczekiwaniu ks. Frans zamiast opowiedzieć się po którejś ze stron konfliktu bądź religii, stanął zdecydowanie po stronie… człowieka. W styczniowym apelu wideo stwierdził: „Chrześcijanie i muzułmanie przechodzą trudny i bolesny czas. Mamy do czynienia z wieloma problemami. Największym z nich jest głód. Ludzie nie mają co jeść. Nie ma nic bardziej bolesnego, niż oglądanie matki szukającej żywności dla dzieci na ulicach… Nie zaakceptuję nigdy tego, że umrzemy z głodu. Nie zgadzam się, by utonąć w morzu głodu i pozwolić, aby fale śmierci wciągnęły nas na spód. Kochamy życie, chcemy żyć. I nie chcemy zatopić się w morzu bólu i cierpienia”.

Dla tych, którzy w religii i wierze widzą bardziej spis reguł i kanonów niż realną miłość ponad ludzkimi rozgraniczeniami, ks. Frans zostawił realne świadectwo własnego życia. W mieście wojny pozostał nie tylko jedynym księdzem, ale również jedynym mieszkańcem starego kontynentu. W lutym tego roku, gdy na trzy dni wstrzymano walki, część ludności cywilnej zdołała ewakuować się z niebezpiecznej dzielnicy. Niestety, ani ks. Fransowi, ani jego grupce chrześcijan nie udało się znaleźć w owej 1400-osobowej grupie mieszkańców. „Staram się pomagać chorym psychicznie – powiedział – nie analizując ich problemów, a problemy są oczywiste i nie ma tu dla nich rozwiązania. Słucham ich i chcę dać jak najwięcej żywności, ile tylko mogę”.

bezsensowna śmierć?

Jednak 7 kwietnia 2014 roku okazał się ostatnim dniem życia holenderskiego jezuity. Wywleczony rankiem z klasztoru do ogrodu, gdzie nieznany napastnik oddał dwa strzały w jego głowę, umarł na miejscu. Dlaczego? Komu zależy na śmierci dobrego dla wszystkich człowieka? Ksiądz Ziad Hillal, współbrat ze wspólnoty zamordowanego jezuity, relacjonował na gorąco: „Ojciec Frans został zabity w ogrodzie naszego klasztoru: strzelono mu w głowę. To był akt dokonany z premedytacją. Był moim przełożonym we wspólnocie jezuickiej. To dramat! Jestem naprawdę wstrząśnięty, bo zamordowano człowieka pokoju, jakim był o. Frans, który nigdy nikogo nie atakował, ani werbalnie, ani w żaden inny sposób. Zawsze mówił o pokoju i pojednaniu, życząc jak najlepiej Syrii i Syryjczykom, a tymczasem spotkała go taka śmierć…! Mogę powiedzieć, że o. Frans zawsze starał się być blisko bliźniego. Był dobrym pasterzem, który nigdy nie chciał porzucić swojego ludu. Oddał życie i to nie tylko za tamtejszych chrześcijan, ale także za muzułmanów, za wszystkich Syryjczyków. To wielki wzór dla wszystkich. Od prawie dwóch lat mieszkał w Homs pod oblężeniem i nigdy nie mówił negatywnie. Był zawsze uśmiechnięty i zawsze pierwszy pytał się, jak się mamy. To wielki przykład dla mnie, dla jezuitów w Syrii i dla tych wszystkich Syryjczyków, którzy pragną, by pokój zapanował w tym kraju”.

ludzie Boga

Śmierć ks. Fransa van der Lugta przywodzi na myśl ks. Christiana de Chergé, centralną postać z filmu Ludzie Boga. Francuski trapista, zamordowany w Algierii w 1996 roku, w swoim testamencie skierowanym do przyszłego zabójcy nazwał go „przyjacielem mojej ostatniej chwili”, polecając go „Bogu, którego twarz widzę w twojej”. Ksiądz Frans podjął świadomą decyzję, aby pozostać w Homs, rezygnując z kilku możliwości wyjazdu. Musiał zapewne wiedzieć, jak wysokie ryzyko ponosi i że śmierć z ręki któregoś z islamskich fanatyków czy bezwzględnych gangów wśród syryjskich rebeliantów jest niezmiernie prawdopodobna. Chciał jednak zapalać światło Chrystusa w jednym z najciemniejszych od nienawiści i beznadziei miejsc na ziemi. Rzecznik Watykanu, ks. Federico Lombardi, również jezuita, stwierdził: „Gdzie umiera lud, tam wraz z nim umierają jego wierni pasterze. W tej chwili wielkiego bólu wyrażamy naszą łączność w modlitwie, ale także wdzięczność i dumę z tego współbrata tak bliskiego najbardziej cierpiącym, świadka Jezusowej miłości aż do końca”.

ks. Radosław Warenda SCJ

Autor: ks. Radosław Warenda SCJ

Człowiek, chrześcijanin, sercanin, ksiądz. W takiej, a nie odwrotnej kolejności, choć to ostatnie przenika aż do początku. Dzieciństwo spędziłem w Sosnowcu, młodość zakonną w Stopnicy i Stadnikach. A pierwsze kapłańskie kroki w lubelskiej parafii Dobrego Pasterza i Społecznych Szkołach im. Klonowica, też w Lublinie. Niegdyś studiowałem na Gregorianie, a później w latach 2011-2015 byłem redaktorem naczelnym "Czasu Serca". Dziś pracuję w kurii generalnej w Rzymie. Z zabranych ze sobą książek wziąłem wszystkie Tomáša Halíka.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *