By nie przehandlować niedzieli

Wkraczamy powoli w Polsce w rzeczywistość niedziel wolnych od handlu… a może od pracy? No właśnie, od czego te niedziele są właściwie wolne?

wolne dla każdego?

Dostrzegasz jakąś niebezpieczną sytuację, dzwonisz pod numer alarmowy 112, a tam – uwaga – poczta głosowa z komunikatem: „Dziękujemy za Twoje zaufanie! Nasze centra pomocy są dzisiaj niestety zamknięte. Skontaktuj się z nami w poniedziałek. Mamy nadzieję, że wtedy będziemy jeszcze w stanie Ci pomóc”. Nie do wyobrażenia, prawda? Niedziela wolna od każdej pracy mogłaby właśnie tak wyglądać. Jak słuszna jest idea niepracowania w niedzielę, tak jednocześnie groźna byłaby sytuacja „odpoczywania” określonych służb w tym dniu i to zarówno dla pojedynczych osób, jak i całej społeczności. Istnieją bowiem takie grupy zawodowe i instytucje wyższej użyteczności publicznej, które pracować muszą stale, to znaczy każdego dnia, przez cały rok na okrągło. Dzięki nim możemy bezpiecznie spać, ufając, że zawsze dodzwonimy się po niezbędną w danym momencie pomoc medyczną, drogową, straż pożarną… Parafrazując Hamleta: „Ktoś pracuje, żeby ktoś mógł spać”.

niedziela ambitna

Niedziele wolne od handlu brzmią na szczęście mniej groźnie niż te z zupełnym zakazem pracy. Być może nie będzie można w nie kupić telewizora, szafki czy butów, jednak moja egzystencja na tym świecie nie będzie przez to zagrożona. Zakupy można zresztą podzielić na dwie grupy, to znaczy na towary pierwszej i dalszej potrzeby. O ile kupno w niedziele lekarstw czy jedzenia, którego niespodziewanie zabrakło, może nie powoduje wielkich kontrowersji, o tyle niedziele spędzone na chodzeniu za sofą czy szafką prowokują do wielu pytań. Decyzji o kupnie wyposażenia domu nie podejmujemy bowiem raczej z godziny na godzinę. Z reguły nie uświadamiamy sobie przecież, że oto za chwilę przychodzą do nas goście, a my nie mamy ich na czym posadzić. Powinny być to zakupy przemyślane i zajmować nam więcej czasu niż jeden dzień. Czy niedziela jest naprawdę najwłaściwszym momentem na wielkie sprawunki? Czy nie lepiej poświęcić ją na wycieczkę z rodziną czy wspólne gry, a przy okazji dać możliwość odpoczynku tym, którzy na co dzień pracują w handlu? Obecnie w Polsce w niedziele pracuje około miliona osób. Przecież nie musi tak być.

Zapewne niedzielny zakaz handlu sam w sobie nie zmieniłby za wiele. Wielu ludzi jest przyzwyczajonych do codziennego odwiedzania sklepów i galerii handlowych. To właśnie to przyzwyczajenie wymaga zmiany. Chodzi zatem o naszą mentalność, sposób myślenia. Pójście do sklepu jako forma spędzenia wolnego czasu jest oczywiście bardzo prostym rozwiązaniem. Nie trzeba przecież tego wcześniej planować. Teoretycznie nic taka decyzja nie kosztuje. Wstęp do sklepu jest bezpłatny, nikt nie dystrybuuje tutaj biletów. Może jednak wykazać się większą ambicją, to znaczy spróbować zaplanować sobie niedzielę? Tego w jakiś sposób wymaga choćby wyjście w góry, spacer, jazda na rowerze, odwiedzenie rodziny czy znajomych. Może jest to również świetna okazja, by obok zagonionej codzienności spędzić więcej czasu z małżonkiem czy poświęcić większą uwagę własnym dzieciom, a tym samym zadbać staranniej o relacje rodzinne? Ambicja wymaga z pewnością większego wysiłku i odwagi, ale czy nie warto?

za granicą i u nas

Zakaz handlu w niedzielę obecny jest w wielu krajach Europy Zachodniej od lat. Sklepy pozamykane są między innymi w Niemczech czy we Francji. Handel dozwolony jest tutaj jedynie w wyznaczone niedziele, a przy tym otwarte mogą być wyłącznie konkretne sklepy, jak kwiaciarnie, cukiernie czy piekarnie. Te produkty można kupić albo w każdą niedzielę, albo w te wyznaczone lub wręcz wyłącznie w określonych godzinach.

W Polsce mieliśmy do tej pory wyłącznie kilkanaście dni w roku ustawowo wolnych od pracy. Były nimi: Nowy Rok, święto Trzech Króli, pierwszy oraz drugi dzień Wielkanocy, 1 maja, 3 maja, Zielone Świątki, Boże Ciało, 15 sierpnia, Wszystkich Świętych, 11 listopada, a także pierwszy oraz drugi dzień Bożego Narodzenia. Z pewnymi wyjątkami w takie dni mogą pracować jedynie właściciele sklepów prowadzący jednoosobową indywidualną działalność gospodarczą. Po zmianach, jakie następują, w niedziele będą mogły być otwarte wybrane stacje benzynowe, apteki, sklepy z pamiątkami oraz dewocjonaliami. Handel będzie mógł być również prowadzony w kwiaciarniach, hotelach, szpitalach czy instytucjach kultury. Z tego tytułu chyba nie musimy się więc martwić, że za niedługo nie kupimy kawy w teatrze czy napoju bądź gazety w sklepiku szpitalnym.

zmiany stopniowe

Mówi się, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Ktoś, kto przez lata wstawał o szóstej rano, wstaje o tej godzinie nadal i to często bez budzika. Podobna zależność może dotyczyć zakupów w niedzielę. Dla kogoś, kto przez lata był przyzwyczajony do takiej formy rozrywki polegającej na robieniu w niedzielę tygodniowych zakupów, być może trudnym sprawdzianem okaże się próba zrezygnowania z tego. Ambicja wymaga wysiłku. W wielu przypadkach trzeba będzie zatem przeplanować cały tydzień lub przynajmniej weekend. Zmiana przyzwyczajeń wymaga oczywiście czasu. Dlatego zakaz niedzielnego handlu jest wprowadzany stopniowo. W obecnym roku będzie on dotyczył kilku niedziel w miesiącu. Oznacza to, że tylko dwie niedziele, pierwsza i ostatnia w danym miesiącu, będą uznawane za handlowe. W 2019 roku zostanie już tylko jedna taka niedziela, ostatnia w każdym miesiącu. Zaś od 2020 roku będzie obowiązywał całkowity zakaz handlu w niedzielę. Wyjątkiem będą tylko dwie niedziele przed świętami Bożego Narodzenia, jedna niedziela przed Wielkanocą oraz cztery dodatkowe: ostatnia niedziela stycznia, kwietnia, czerwca oraz sierpnia. Stopniowe wprowadzanie zakazu niedzielnego handlu wydaje się rozsądne i przydatne na przykład dla studentów, którzy pracują zarobkowo wyłącznie w weekendy. Odcięcie ich od źródła utrzymania z dnia na dzień, bez możliwości stworzenia innych rozwiązań, byłoby dla nich na pewno dużym ciosem.

Oczywiście, gdzieniegdzie słychać głosy sprzeciwu wobec takich zmian. Niektórzy uważają, że zakaz handlu w niedziele spowoduje wyłącznie straty lub że stanowi to zbyt dużą ingerencję państwa w rynek gospodarczy. Osobiście jestem jednak przekonany, że nawet jeśli straty powstaną, to będą one niewielkie. Niezbędne zakupy trzeba będzie przecież tak czy siak zrobić, tylko w innym dniu. Pozostańmy zatem pełni optymizmu i jednocześnie odważni do planowania sobie w niedzielę czegoś naprawdę wyjątkowego dla siebie i własnej rodziny.

Michał Tomaka

Autor: Michał Tomaka

Urodziłem się w Rzeszowie, a obecnie mieszkam i pracuję na Śląsku. Skończyłem filologię angielską z niemieckim na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 2018 roku ożeniłem się. W pracy dla "Czasu Serca" najbardziej lubię spotkania i rozmowy z ludźmi oraz pisanie reportaży, a także wywiadów.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *