Bogaci przed Bogiem

 

Przedsiębiorca nie musi być krwiopijcą uciskającym swoich pracowników. Wręcz przeciwnie – może mieć wartości i w dodatku być wierzącym! Co zadziwiające, przedsiębiorcą może być także pracownik, np. wyjeżdżający za pracą poza granice kraju. Dla jednego i drugiego są otwarte drzwi Duszpasterstwa Przedsiębiorców i Pracodawców „Talent”, do którego należą Krystyna i Maciej Kaniewscy, rozmówcy ks. Radosława Warendy SCJ.

 

Czym zajmujecie się na co dzień?

Maciej: Prowadzę działalność, która ma dwie odnogi: programowanie i zarządzanie projektami informatycznymi, obie głównie w dziedzinie związanej z motoryzacją. Moim głównym klientem i obszarem wiedzy jest przemysł samochodowy – od strony logistyki, importu, sprzedaży, magazynowania i innych kwestii związanych z samochodem, a także finansowania samochodów, czyli leasingu i kredytu. Projekty dotyczą głównie tych zagadnień. To, co robię w pracy, przekładam też na warsztaty dla studentów.

A z tej programistycznej dziedziny – co robisz?

Maciej: Można właściwie powiedzieć, że to jest taki relikt. Dla polskiego przedstawicielstwa koncernu motoryzacyjnego opracowałem wraz z zespołem programistów system obsługi całego procesu zarządzania pojazdem od zamówienia w fabryce aż do sprzedaży u dealera. Użytkownikiem tego systemu jest główny importer, sieć dealerska, magazyny i firmy spedycyjne. Obecnie rozwój systemu przejął w większości mój wspólnik.

Krystyna: Ja natomiast zajmuję się doradztwem personalnym, prowadzeniem szkoleń i udzielaniem konsultacji psychologicznych.

Co daje prowadzenie własnej działalności?

Krystyna: Można w ten sposób zachować pewną niezależność: prowadzić firmę, rozwijać swoje kompetencje. Natomiast potrzebna jest umiejętność oddzielenia dwóch sfer: tu jesteśmy razem i to jest nasz dom, a jednocześnie jesteśmy w pracy przez ileś godzin.

Same korzyści?

Maciej: Niekoniecznie. Byłoby wspaniale, gdyby te zlecenia pojawiały się w pewnym stałym rytmie. A tymczasem zdarzają się okresy, kiedy klienci nie zlecają prawie nic, albo takie, kiedy zlecają więcej, niż można przerobić.

A czy zatem korporacja zabija przedsiębiorczość?

Maciej: W moim odczuciu w Polsce często można spotkać patologie wynikające z faktu, że jesteśmy krajem o bardzo silnym poczuciu hierarchii i autorytarnym stylu zarządzania. Generalizując, można powiedzieć, że w Polsce przeciętny pracownik nie zaryzykuje publicznego wyrażenia odrębnego zdania niż szef. W tym przypadku nie ma mowy o przedsiębiorczości, chyba że samemu jest się tym szefem.

Krystyna: Jest jeszcze pozorna przedsiębiorczość polegająca na kombinowaniu, jak to zrobić, żeby mieć jeszcze większe zyski poza pensją. W różnych instytucjach, jak się ogląda telewizję, to kombinowanie jest takie z założenia: umieszczamy cię na tym stanowisku, żebyś był częścią układu, który wkręca pieniądze państwowe. Ponadto są firmy, które powstają tylko po to, by brać pieniądze z funduszy unijnych, i mają układy z tymi, którzy te pieniądze dają.

Maciej: To jest już patologia wyższego rzędu. A patologia niższego rzędu, o której wspomniałem, polega na tym, że pracownik czeka na polecenia szefa. W nowoczesnej firmie pracownik zna swój zakres obowiązków i w ramach tego powinien twórczo działać, optymalizować swoje stanowisko i metody pracy, proponować różne zmiany. A w Polsce często zdarza się, że pracownik nic nie proponuje, tylko czeka na to, co mu szef każe zrobić. Więc ten szef jest mentalnie przeciążony, bo musi tak naprawdę za wszystkich myśleć i wszystkim układać pracę. To jest jedna rzecz, a druga – to, że z trudem tworzą się zespoły, zwłaszcza obejmujące różne komórki organizacyjne. Z tym nie mają z kolei żadnego problemu Niemcy. U nich pozioma komunikacja i samorzutne tworzenie się zespołów jest możliwe, gdyż są tego uczeni od szkoły średniej czy nawet podstawowej. Nie mają problemu, żeby jeden pracownik skontaktował się z drugim, nawet jeśli są z różnych departamentów. Przedsiębiorczości nie zabija bowiem sam fakt istnienia struktury, tylko taki sposób jej skonstruowania, według którego wszystko idzie z góry na dół. A nawet najmądrzejszy szef ma ograniczoną ilość genialnych pomysłów. W ten sposób marnuje się potencjał ludzi. Cała energia wykorzystywana jest do tego, by odgadnąć życzenie szefa.

Krystyna: Jest jeszcze jedna rzecz. To, czy się pracuje na etacie, czy się prowadzi firmę, to w sumie jest też kwestia wartości życiowych, samodzielności, podejmowania ryzyka, kreatywności i niezależności. Kierowanie własną firmą daje poczucie wpływu. Natomiast w korporacji ten wpływ jest o wiele mniejszy, właściwie może być żaden. Są oczywiście zalety i wady. Mam jednak wrażenie, że jak się prowadzi własną firmę, to ma się to poczucie sprawstwa, tworzenia i wolności, chociaż ta wolność jest bardzo droga i niepewna.

Kto może być przedsiębiorcą?

Krystyna: Osoba, która ma bardzo dobre wyczucie tego, czego będą potrzebowali inni ludzie. Z tego powodu, jak wskazują badania, praca naukowa i przedsiębiorczość są od siebie najbardziej odległe. Jednocześnie to właśnie znajomość najnowszych trendów i odkryć naukowych umożliwiają rozwój firmy i dystansowanie konkurencji. Otwartość, kreatywność i niewątpliwie odporność na stres to cechy, które ułatwiają prowadzenie własnej firmy. Przedsiębiorczość to raczej postawa wobec świata, styl życia.

Maciej: Nie można być przedsiębiorcą, nie potrafiąc znaleźć klienta.

A jak to właściwie jest? To ja zaczynam od swojej wizji i próbuję znaleźć klienta, który ją kupi, czy może mam klientów i próbuję odgadnąć, czego oni potrzebują? To są przecież dwie różne drogi.

Maciej: Marks uważał, że popyt poprzedza podaż. Z czasem okazało się, że jest odwrotnie, czyli najpierw pojawia się podaż – ktoś coś wymyśla, a potem ludzie zauważają, że tego potrzebują. Można powiedzieć, że spotykają się w połowie drogi.

Krystyna: Pomyślałam sobie o naszym Duszpasterstwie Przedsiębiorców i Pracodawców „Talent”. Dzięki temu, że ktoś je wymyślił, zaczęli przychodzić ludzie, którym ono dużo dało. Nasze duszpasterstwo jest takim mostem. Gdyby nie istniał program duszpasterski, który nam zaproponowali nasi duszpasterze, nie mielibyśmy możliwości, żeby się rozwinąć. A teraz możemy zachęcać innych.

Długo jesteście w „Talencie”?

Maciej: Będzie już pięć lat.

Co zmienił w Waszym życiu?

Maciej: Zapoczątkował poważne podejście do wiary poprzez osobiste zaangażowanie się – to na pewno bardzo duża zmiana. Wcześniej postrzegałem wymiar życia religijnego bardzo intelektualnie, jako zestaw wierzeń, przekonań, poglądów i na końcu praktyk. A tutaj pojawiła się kwestia zaangażowania się, uczestnictwa, działania. Nie byłem ministrantem, nie należałem też do Odnowy w Duchu Świętym czy oazy, więc dla mnie było to zupełnie nowe. Obecnie widzę siebie jako kogoś, kto ma coś robić, działać.

Oczekujecie od duszpasterstwa, że pojawią się tam metody, które pomogą Wam prowadzić biznes?

Maciej: Szczerze mówiąc, niczego takiego od duszpasterstwa nie oczekuję. Sam fakt, że ono jest, już mi bardzo dużo daje. To wygląda trochę tak, jakbym chodził sobie na zewnątrz, gdzie wieje wiatr i pada śnieg, ale wiedział, że jest gdzieś ciepłe pomieszczenie, do którego mogę wejść i ogrzać się przy kominku. To nie jest program rozwoju skutkujący tym, że się rozwinę albo nabędę pewnych umiejętności. Raczej postrzegam to jako takie dojście do samego siebie i zrozumienie, kim w ogóle jestem wobec Boga i po co jestem. Zrozumienie swojej roli. Czego tak naprawdę Bóg się ode mnie spodziewa?

Krystyna: Człowiek nie może zrozumieć siebie bez Chrystusa. Jak dojdzie do tego Chrystusa, to zrozumie siebie. Jednak taka wiara jest łaską. Bo bywa tak, że ludzie chcą wierzyć, a im to nie jest dane. Powiedziałabym, że to duszpasterstwo działa w pewien sposób podstępnie. Dlaczego? Dostaliśmy maila i zaczęliśmy chodzić na spotkania. Nagle poznaliśmy jakichś takich innych księży – skromnych, solidnych, zaangażowanych. Nie wiem, skąd się ci sercanie biorą, ale dla nas to są tacy rycerze, żołnierze. Potem pojechaliśmy do Stopnicy na rekolekcje w ciszy Lectio divina. Każdy miał swoją celę. I to był dla mnie moment przełomowy. Rozwój duchowy nastąpił dopiero po tych rekolekcjach, ich owoce pojawiły się później. Zaczęłam zupełnie inaczej czytać Pismo Święte. Dla mnie to już nie było takie poznanie intelektualne, rozumowe. Podczas Mszy św. czuję, że to wszystko dzieje się naprawdę.

Jak powinno się rozwijać to duszpasterstwo?

Maciej: Myślę, że jego rozwój stanowi wypadkową potrzeb ludzi oraz tego, co kto jest w stanie i ma ochotę z siebie dać. Nie można wymyślić takiego abstrakcyjnego modelu. Na pewno nie może być tak, że – zwłaszcza przy większych grupach – wszystkim zajmują się księża. To musi działać na takiej zasadzie, że jednak w te spotkania są bardziej zaangażowane osoby, które przygotowują dany temat.

Krystyna: Na pewno ważne jest, żeby ta duchowość przedsiębiorcy była cały czas wzmacniana. Moim celem jest to, żeby przedsiębiorcy, którzy byli w takim momencie jak my – gdzieś tę drogę do Boga zagubili albo nie mieli takiego szczęścia, żeby sobie nią kroczyć prosto – mogli znaleźć swoją drogę do Boga poprzez tę swoją działalność. W duszpasterstwie można spotkać ludzi, którzy mają podobne wartości. Okazało się, że to, iż prowadzimy biznes według pewnych zasad, nie jest żadną anomalią. Pewne wartości są nadal szanowane przez wielu przedsiębiorców. I ważne, aby oni sami mieli tego świadomość i poczucie własnej wartości, godności. Duszpasterstwo bardzo wspiera takie postawy, mobilizuje do rozwoju „talentów”, które zostały nam powierzone.

Maciej: Tu dochodzi jeszcze jedna sprawa. Choć jestem niedoskonały, to jednak wiem, że mogę ludziom coś dać. Pomimo że nie jestem żadnym autorytetem ani nie mogę się pochwalić szczególną świętością życia, to jednak daję ludziom albo inspirację, albo impuls do rozwoju własnego czy do działania. To jest, moim zdaniem, działanie Ducha Świętego, że przez takie nędzne narzędzie można coś zdziałać.

Uświadamiamy ludziom, że ich normalne życie, ich normalna praca, ich normalny biznes mogą być drogą do Boga. A czy nie jest tak, że tu mamy sferę sacrum, a tu jest już totalne profanum?

Maciej: Kiedyś, jak jeździłem na rekolekcje, myślałem, że pojadę na nie, wyciszę się, dotknę innego świata, innej rzeczywistości duchowej, potem z większą lub mniejszą radością wrócę w ten swój świat nieduchowy i tak do następnych rekolekcji. Jakby jedno z drugim nie miało żadnego związku. A teraz zaczęło się to przenikać. Jeśli podczas rekolekcji miałem jakieś myśli dotyczące pracy, to przestało mi to przeszkadzać. A robiąc swoją robotę, wracałem myślami do tych rekolekcji. I te dwa światy skleiły się, zaczęły być kompatybilne, stały się częścią tej samej rzeczywistości.

Są ludzie, którzy modlą się o rozwój duszpasterstwa na Wschodzie, Wy myślicie o Berlinie. Gdy w sposób naturalny duszpasterstwo rozrośnie się poza granice, co my tym ludziom, którzy przyjdą, a żyją w innych środowiskach, zaoferujemy?

Maciej: To samo co tutaj. Oni są może inaczej zagubieni, ale odkrywanie tego poczucia sensu – tak mi się wydaje – jest takie samo w każdym wypadku. Nie widzę żadnych różnic, może jedynie koloryt lokalny.

Krystyna: Teraz w Polsce możliwy jest rozwój duszpasterstwa na zasadzie franczyzy, czyli chętni muszą znaleźć swojego księdza w danym mieście. Jeżeli stworzy się pewne materiały, można już przeszkolić tych księży na początku. A ci ludzie będą mogli spokojnie się rozwijać i korzystać z ogólnopolskich rekolekcji czy inicjatyw, których jest coraz więcej. To jest dobry model, bo umożliwia upowszechnianie tej idei.

Każdy kapłan nadaje się do tej roli?

Krystyna: To znaczy wydaje mi się, że to musi być ksiądz, który jest zaangażowany w te zagadnienia. Musi mieć swój pogląd na temat ekonomii. Jeżeli nie będzie tego czuł, nie będzie tego robił z przekonaniem.

Maciej: Kapłan powinien postrzegać przedsiębiorczość jako wyraz wolności i godności człowieka oraz wychodzić z założenia, że jest ona czymś naturalnym dla ludzkiej działalności. Bo jeżeli widzi przedsiębiorcę jako krwiopijcę i ma takie marksistowskie odchylenia, to nic z tego nie będzie.

Ale czy znajdą się ludzie?

Maciej: Franciszek Niemyski powiedział kiedyś ciekawą rzecz, że pracownik też jest przedsiębiorcą, bo np. wyjeżdża na tzw. saksy. Jest jednostką bardzo przedsiębiorczą, choć jego przedsiębiorczość jest troszeczkę inna, bo nie ma kapitału, więc w związku z tym sprzedaje on swoją pracę i musi się z tego powodu nieźle nagłówkować. Zatem przekaz duchowy, który jest adresowany do jednostek przedsiębiorczych, niekoniecznie dotyczy tych, którzy mają swoje firmy. Powiedziałbym, że gros emigrantów to jednostki przedsiębiorcze. Duszpasterstwo jest otwarte dla wszystkich, zwłaszcza przedsiębiorczych duchem. Każdy, kto czuje w sobie taką żyłkę przedsiębiorczości – cokolwiek by robił, może nawet siedzieć na etacie w bibliotece – i ma takie nastawienie do życia, że po prostu chce sam decydować, planować i brać odpowiedzialność za własne czyny, nadaje się i to już są treści dla niego. Nie chodzi tu bowiem o zarejestrowaną przez urząd formę zarobkowania. Wystarczy, że rodzice założą wspólnie szkołę społeczną – i to już jest przedsiębiorczość.

ks. Radosław Warenda SCJ

Autor: ks. Radosław Warenda SCJ

Człowiek, chrześcijanin, sercanin, ksiądz. W takiej, a nie odwrotnej kolejności, choć to ostatnie przenika aż do początku. Dzieciństwo spędziłem w Sosnowcu, młodość zakonną w Stopnicy i Stadnikach. A pierwsze kapłańskie kroki w lubelskiej parafii Dobrego Pasterza i Społecznych Szkołach im. Klonowica, też w Lublinie. Niegdyś studiowałem na Gregorianie, a później w latach 2011-2015 byłem redaktorem naczelnym "Czasu Serca". Dziś pracuję w kurii generalnej w Rzymie. Z zabranych ze sobą książek wziąłem wszystkie Tomáša Halíka.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *