Błogosławieni, którzy się smucą

Smutek może prowadzić do płaczu. Jeszcze bardziej cierpienie – i to nie tylko cierpienie z powodu popełnionego zła. Każde cierpienie może zaowocować łzami. Błogosławieni, którzy płaczą. W naszej kulturze wmawia się mężczyznom, że powinni wstydzić się łez, więc tłumią je i udają twardzieli. Ciekawe, że statystycznie mężczyźni żyją o kilka lat krócej niż kobiety. Kobiety płaczą częściej. Wydaje się, że mają więcej powodów do ronienia łez. Trzeba pozwolić mężczyznom na łzy. Święci Franciszek i Klara często płakali razem. Wielu świętych z szacunkiem mówiło o darze łez.

Smutek, o którym Jezus mówił w Kazaniu na górze, ma swoje źródło w nadwerężonej przez grzech pierworodny kondycji ludzkiej, w świecie, który jest przesiąknięty złem spowodowanym przez grzech pierworodny. Chrześcijanin musi przez ten świat przechodzić, co dalibóg, nie napawa szczęściem. Smutek, który Jezus nazywa błogosławionym, nie ma nic wspólnego ze zniechęceniem czy pogardą dla świata. Nie jest także całkowitym rozczarowaniem, w którym czai się rozpacz. Rozpacz jest dzieckiem beznadziei, beznadzieja zaś – ślepą ulicą. Nie jest także błogosławionym smutek, o którym napisał ks. Jan Twardowski, że od „rozpaczy gorszy smutku cichy kotek, co nawet wszystkim świętym popsuje robotę”.

Tragizm rozpaczy i beznadziei może uleczyć tylko Bóg, który niczego bardziej nie pragnie, ale szanuje wolność człowieka, którą sam mu ofiarował. Błogosławiony smutek jest duchowym znamieniem chrześcijanina; jest zjawiskiem towarzyszącym autentycznej wierze w królestwo niebieskie, które przyszło na świat z Chrystusem, ale dopiero w eschatologicznej przyszłości ogarnie człowieka bez reszty, pocieszy go i uszczęśliwi. Święty Paweł napisał w I Liście do Koryntian: „(…) Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (2,9).

Chrześcijanin, żyjąc w świecie skalanym grzechem pierworodnym, należy do Boga. W świecie spotyka Boga i przyjmuje świat jako zadanie, w którym może i powinien autentycznie i wiarygodnie wyznawać swoją wiarę, nadzieję i miłość. Chrześcijanin nie jest ani nałogowym optymistą, ani zagorzałym pesymistą. Świat nie jest rajem i nigdy nim nie będzie; nie jest także folwarkiem szatana. Chrześcijanin powinien zaakceptować świat taki, jaki on jest, bo Bóg nie spisał go na straty. Zaakceptować świat to wziąć za niego świadomą odpowiedzialność. Chrześcijanin jest bowiem cząstką tego świata, niewolną od winy za jego mizerię.

Chrześcijanin nieustannie będzie spotykał się z oporem tego świata wobec wartości, które reprezentuje, i których winien bronić, czasem kosztem wielu wyrzeczeń i cierpień. Jego wysiłki często mogą przypominać wysiłki Syzyfa, co będzie napawać go smutkiem, który Jezus nazwał błogosławionym. Smutek ten nie ma nic wspólnego z uczuciem beznadziei i z krańcowym zwątpieniem. Jest raczej spokojnym, a nawet pogodnym spojrzeniem na odwieczne sprawy tego świata, usilną próbą ich skorygowania ze względu na królestwo niebieskie i zaufanie Bogu, że tak jest dobrze. Resztą zajmie się Pan Bóg, a On zawsze wie, co robi.

Leon Bloy napisał, że największym powodem smutku jest świadomość, że nie jesteśmy święci. Świadomość ta dowodzi, że bardzo chcielibyśmy być świętymi, ale rodzimy się obciążeni grzechem pierworodnym, który jest jak kula u nogi, stąd nasz smutek. Jest to smutek błogosławiony, prowadzący do pocieszenia, do radości. Wierzymy w ostateczne wybawienie świata od zła. Jest to nasza wielka nadzieja. Smutek z powodu słabości i fatalnej kondycji świata jest znakiem łaski, która ostatecznie zaowocuje radością. Święty Łukasz wyraził to w sposób jasny: „Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie” (Łk 6,21). Polskie przysłowie mówi: „Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”. Przysłowia są mądrością Bożą, hojnie rozsianą wśród ludzi ubogich w duchu.

Smutek, o którym mówi drugie błogosławieństwo, nie wyklucza pewnej beztroski, a nawet wesołości, o czym świadczą biografie świętych. Wielu z nich miało ogromne poczucie humoru, choć równocześnie odczuwało błogosławiony smutek. Postawę taką prezentował na przykład św. Filip Neri. Współcześnie błogosławiony smutek z prawdziwą radością łączył Jan Paweł II, na którego twarzy można było często zaobserwować zasmucenie i równie często ciepły, figlarny uśmiech, a czasem serdeczny, spontaniczny śmiech, zwłaszcza wtedy, gdy przebywał z młodzieżą. Święci na pewno cierpią i smucą się z powodu ludzkich niedoskonałości, słabości i grzechów. Trwają w nadziei na ostateczne zwycięstwo miłości i dobra, co pozwala im także dostrzegać wesołą, śmieszną, czasem absurdalną stronę rzeczywistości. Zdrowy śmiech często ratuje skomplikowane sytuacje, zbliża ludzi i pozwala im zrozumieć, że nie są tacy ważni, za jakich się uważają.

Zdrowy dystans wobec świata, ludzi i siebie samego pozwala wyraźniej dostrzegać, właściwiej oceniać i głębiej rozumieć. Może on zaowocować łaską mądrości i już tu i teraz łaską pocieszenia.

Autor: ks. Zygmunt Podlejski SCJ

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *