Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie…

W słowach Jezusa o prześladowanych, którzy są błogosławieni, czyli szczęśliwi, tkwi wyraźny paradoks, każdy bowiem prześladowany, wzgardzony czy niesłusznie oskarżony wie, że taka sytuacja boli; że prześladowany jest daleki od radości i szczęścia. Dlaczego właściwie prześladuje się tych, którzy odważnie reprezentują Jezusa słowem i czynem?

Człowiek jest wrażliwy na prawdę. Ona zmusza do myślenia, zajmowania stanowiska, do podejmowania wyborów. Natura prawdy jest taka, że zmusza do stanięcia, opowiedzenia się po jej stronie lub po przeciwnej, czyli po stronie kłamstwa, pozorów, półprawd i wygody. Prawda jest bowiem często niewygodna.

Prawda Chrystusowa jest prawdą Boga. Zadaniem Jezusa było głoszenie słów Ojca, według Jego słów „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30). Jezus powiedział również: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14,6). Słowa Jezusa są zaskakujące i śmiałe.

Jezus nie jest głosicielem religijnych nowinek, oryginalnych poglądów i karkołomnych wizji. Chrystus jest światłem. Przyszedł, aby zaświadczyć o światłości. Jezus nie szuka prawdy. On jest prawdą. Jezus głosi prawdę Bożą z godnością, pewnie – jak ktoś, kto ma moc. Jezus głosi prawdę i żąda wiary w nią. Nie jest guru sekty ani fanatykiem. Wie, że prawda jest ważna jak chleb; że jest światłem, które oświeca i ożywia ducha, czyni wolnym. Nie ma wolności bez prawdy. Prawda Chrystusa jest życiem skierowanym ku wieczności. Kto w Jezusa wierzy, będzie żył, choćby i umarł (por. J11,25-26).

Przyjmować prawdę, głosić ją i żyć zgodnie z nią to zadanie trudne i niepopularne. Kto prawdę traktuje poważnie, denerwuje tych, którzy postrzegają ją subiektywnie. Prawda wymaga wysiłku i odwagi. Głosiciel prawdy jest lustrem, które obnaża, ocenia i sądzi. Gdy lustro obnaża mizerię człowieka, trzeba się poprawić lub rozbić lustro. Ludzie wybierają przeważnie drugą możliwość, by ocalić dobre mniemanie o sobie. Nie tylko Kościół jest krytykowany, gdy mówi o konieczności dyscypliny seksualnej, o poszanowaniu życia od naturalnego poczęcia do śmierci, o sprawiedliwości społecznej, ewangelicznej hierarchii wartości. Każdy chrześcijanin, który na serio traktuje prawdę Chrystusową, naraża się na kpiny, krytykę i osamotnienie, i to nie tylko ze strony zdeklarowanych przeciwników chrześcijaństwa.

Chrystus przez dwa tysiąclecia był kochany i nienawidzony. Tak będzie prawdopodobnie do końca dziejów. Jego prawda dotyka najskrytszych zakamarków duszy, budzi sumienie, prowokuje decyzje i wybory, często trudne i bolesne. Być człowiekiem to liczyć się z głosem sumienia, który jest głosem Boga.

Chrystus jest panem naszego sumienia. Bez ogródek wskazuje na nasze błędy, uchybienia i grzechy. Pomaga nam również dokonywać dobrych wyborów i w nich trwać. Kto chce być prawdziwym uczniem Chrystusa, musi bardziej słuchać głosu sumienia niż kogokolwiek innego. Konsekwentne realizowanie woli Bożej przyniesie ze sobą problemy, o czym Chrystus wspominał. Tego typu kłopoty są jednak równocześnie wyrazem łaski – źródła głębokiej, wewnętrznej radości.

Potomkowie prześladowców Chrystusa uciekają się do coraz bardziej perfidnych sposobów walki z Synem Bożym. Unikają bezpośredniej walki za pomocą „ognia i miecza” bo zrozumieli, że krew męczenników jest źródłem nowego rozkwitu chrześcijańskiego życia. XX wiek był wiekiem największych prześladowań wyznawców Chrystusa. Uważano chrześcijan na przestępców i zdrajców. Nie mordowano ich w spektakularny sposób, jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa na arenie, publicznie, ale za drutami kolczastymi, z dala od ludzkich oczu, dziennikarzy i filmowców. Pozwolono im cieszyć się wolnością błaznów, izolowano ich, skazując na wewnętrzną emigrację. Pozbawiano możliwości awansu społecznego i uczestniczenia w życiu publicznym. Klasyczne pojęcie męczeństwa nie jest właściwe dla określenia tego typu walki z wiernymi. Współcześni prześladowcy stosują metody psychologiczne i socjologiczne. Nie chcą produkować męczenników, ale ludzi słabych, pozbawionych kręgosłupa moralnego, ludzi złamanych i upokorzonych, błagających swoich prześladowców o przebaczenie i zmiłowanie, bo wystąpili przeciwko postępowemu społeczeństwu i zasłużyli na karę.

Pan Bóg wie, dlaczego często Jego najlepsi uczniowie muszą doświadczać tylu niezasłużonych cierpień. Jest w tym jakaś niepojęta dla nas tajemnica. Jest w cierpieniu jakaś tajemnicza, oczyszczająca moc, skoro Syn Boży wybrał drogę cierpienia, poniżenia i haniebnej śmierci na szubienicy krzyża dla naszego zbawienia. Po Jego Górze Oliwnej i Golgocie nastąpiło Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie i… życie.

Pierwszy męczennik Kościoła, św. Szczepan, modlił się przed śmiercią, by Pan Jezus przyjął jego ducha i nie policzył oprawcom ich grzechu. Prawdziwym zwycięzcą był Szczepan. Z jego męczeństwa wyrosło powołanie niejakiego Szawła, który pilnował szat kamieniujących. Niebo jest nagrodą wszystkich, którzy uwierzyli Chrystusowi, poszli za Nim i wytrwali przy Nim wiernie w cierpieniu i miłości. Jezus obiecał to wszystkim prześladowanym z Jego powodu. Powiedział, że tak było zawsze. Nie zdradził jednak istotnej, tajemniczej przyczyny takiej sytuacji.

Autor: ks. Zygmunt Podlejski SCJ

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *