Bezdomny Jezus w Watykanie

 Franciszek kazał papieskiemu jałmużnikowi nie siedzieć za biurkiem, tylko iść i szukać potrzebujących. Arcybiskup Konrad Krajewski wyznaje, że kiedy mówi papieżowi, że wieczorem wychodzi na miasto do biednych i bezdomnych, widać, że on także chciałby z nim pójść…

W marcu na głównej ulicy prowadzącej do Watykanu zmarł 57-letni Polak. Był bezdomny. Ta reprezentacyjna ulica była jego miejscem pracy, gdy przechodzących pielgrzymów i turystów prosił o jałmużnę; marmurowe podcienia przy Biurze Prasowym Stolicy Apostolskiej były jadalnią, gdzie codziennie wieczorem dostawał ciepły posiłek, a sypialnią schody jednego z barów. Jego pogrzeb sprawowano w stojącym przy tej samej ulicy karmelickim kościele. Ceremonię urządzono po królewsku. Były śpiewy, kwiaty, ławki zapełnione bezdomnymi, ubogimi, papieskimi wolontariuszami, siostrami zakonnymi i seminarzystami. Podobno jakaś kobieta, która wstąpiła do kościoła na chwilę modlitwy, zapytała: „Czyj to pogrzeb, jakiegoś księdza, biskupa?”. „Nie, tak żegnamy naszego brata bezdomnego” – usłyszała. I rozpłakała się. Później w papieskiej noclegowni przy Watykanie Franciszek wydał stypę dla wszystkich przyjaciół śp. Zdzisława. Był talerz makaronu, ale przede wszystkim wspomnienia o zmarłym oraz wspólnym, niełatwym życiu na ulicy. „Ból podzielony jest połową bólu – mówi abp Krajewski i dodaje: – Jestem pewien, że tacy ludzie jak Zdzisław, którzy bardzo wycierpieli tu na ziemi, otworzą nam bramy do nieba, bowiem spełniliśmy uczynek miłosierdzia. Wśród tych uczynków co do duszy i co do ciała, jest też ten, żeby pochować zmarłych”.

podarować coś więcej niż chleb

Troska papieża o bezdomnych Rzymu przysparza mu chyba więcej przeciwników niż sympatyków. Oskarżany jest o populizm. Przedstawia mu się całą serię pilniejszych potrzeb, którym trzeba stawić czoło w walce z ubóstwem w Wiecznym Mieście niż łaźnie dla bezdomnych, zorganizowanie dla nich wycieczki do Kaplicy Sykstyńskiej, wyprawy do cyrku czy wyjazdu do Turynu, by mogli pomodlić się przed Całunem. Franciszka perspektywa jest zgoła inna. W Evangelii gaudium pisze, że „najgorszą dyskryminacją, jakiej doświadczają ubodzy, jest brak opieki duchowej”. „Lekcja Franciszka jest tak prosta, że często trudna do zrozumienia. Pokazuje, że Jezus wymaga od nas czegoś więcej niż tylko dania chleba” – mówi siostra Anna. Pomaga czasami w otwartej pod Kolumnadą Berniniego łaźni dla bezdomnych i leżącej nieopodal papieskiej noclegowni „Dar Miłosierdzia”. Mówi, że często ci ludzie chcą po prostu pogadać, być zauważeni, wysłuchani, potrzebują życzliwej rady. Kiedyś pewien chłopak przyznał jej się, że zawsze patrzy w oczy ludziom wrzucającym mu pieniądze do kubka stojącego obok jego psiaka. Jego konstatacja była smutna. „Myślą, że czynią dobro, pełnią gesty miłosierdzia, a tak naprawdę nie widzą we mnie człowieka, pieniądze dają z ukrytą pogardą, mało kto na mnie spojrzy, większość ucieka wzrokiem” – mówił ze smutkiem. W czasie jednych z jubileuszowych audiencji Franciszek przypomniał, że jałmużna znaczy miłosierdzie i nie liczą się w niej pozory.

miłosierdzie w imieniu papieża

Papieska łaźnia, która stopniowo została wzbogacona o fryzjera i punkt medyczny, powstała z życiowego doświadczenia abpa Krajewskiego. Kiedyś na ulicy spotkał bezdomnego o imieniu Franco. Ten pochwalił mu się, że tego dnia obchodzi 50. urodziny i dziesięciolecie swego życia na ulicy. Papieski jałmużnik postanowił zaprosić go na kolację do restauracji, ale jako odpowiedź usłyszał: „Nie mogę, ja śmierdzę”. W końcu trafili do jakiejś pizzerii i tam abp Krajewski dostał ważną lekcję w swej posłudze. W Rzymie, wytłumaczył mu Franco, nie brakuje jedzenia, nie brakuje miejsc, gdzie można dostać czyste ubrania. Brakuje jednak miejsc, w których można byłoby się umyć. Większość z tych, które istnieją, znajduje się na obrzeżach miasta, a tam z kolei nie ma turystów, z których żyją bezdomni. „Jak pierwszy raz szedłem pomagać do łaźni, zupełnie nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Nigdy w takim miejscu nie byłem i nigdy nie zajmowałem się bezdomnymi” – mówi jeden z księży pracujących w Watykanie. I dodaje: – „Sam wcześniej krytycznie patrzyłem na pomysł papieża; kiedy jednak po kilku godzinach z łaźni wyszła ponad setka ogolonych, pachnących mydłem mężczyzn, zrozumiałem, że «brudnym pozwolić się umyć i bezdomnego ogolić» też jest uczynkiem miłosierdzia”. Kapłan wspomina, że na koniec powaliły go słowa jednego z bezdomnych: „Dziękujemy ci i pamiętaj, że była to służba w imieniu papieża!”.

Trzeci raz z rzędu w Watykanie została zorganizowana loteria, z której całkowity dochód poszedł na najuboższych i uchodźców. Dwie istniejące na terenie Watykanu parafie odpowiedziały na papieski apel, by gościnnie otworzyć drzwi przed uchodźcami. Watykańska parafia św. Anny zorganizowała miejsce dla rodziny z Syrii: rodziców z dwójką dzieci. Natomiast parafia bazyliki św. Piotra wynajęła duży apartament dla rodziny z Erytrei: matki z pięciorgiem dzieci. Wraz z nimi, w tym samym apartamencie, zamieszkała również ich młoda przyjaciółka z dzieckiem. Wiadomo, że uchodźcy na chwilę spotkali się z papieżem, który wysłuchał dramatycznych historii ich prześladowań, cierpienia i ucieczki. Nic więcej na ich temat nie przedostało się do mediów. To jeden z aspektów, na który Franciszek także zwraca uwagę. Czynionym miłosierdziem nie ma się co chwalić. Stąd, gdy on sam idzie do chorych, niepełnosprawnych, więźniów, potrzebujących i zepchniętych na margines, to kamery towarzyszą mu tylko przez chwilę potrzebną dla medialnej narracji. Potem jest już tylko dotykające do głębi spotkanie.

miłosierdzie nie od dziś

Stałe dzieła miłosierdzia w Watykanie to także działające nieprzerwanie od 1922 roku ambulatorium dziecięce św. Marty. W ubiegłym roku z długofalowej pomocy skorzystało w nim 850 dzieci i 550 rodzin, głównie emigrantów i uchodźców, do tego dochodzi doraźnie udzielana pomoc. Jest też watykański dom miłosierdzia „Dar Maryi”. Powstał on w 1988 roku jako odpowiedź na pragnienie Jana Pawła II i Matki Teresy z Kalkuty, by ubodzy Rzymu mogli znaleźć w domu papieża konkretną pomoc. Opiekę niosą w nim misjonarki miłości. Dysponują 50 łóżkami dla chorych i bezdomnych, codziennie wydają kilkaset darmowych posiłków. „Ten dom uczy innej logiki niż dziki kapitalizm – mówił Franciszek, odwiedzając watykański przytułek. – Wszyscy możemy tu odzyskać wrażliwość na dar, bezinteresowność, solidarność”. Przy kościele św. Anny działa ośrodek Caritas. Pomagają w nim parafianie, czyli mieszkańcy Watykanu, ale pomoc wykracza zdecydowanie poza mury tego najmniejszego państwa świata. Na różnego rodzaju dzieła dobroczynne na całym świecie Watykan przeznaczył w ubiegłym roku 280 mln euro. To kwota wyższa niż budżet na funkcjonowanie Państwa Watykańskiego czy działalność Stolicy Apostolskiej.

Symbolicznym przedstawieniem pełnionych dzieł miłosierdzia może być zaproszenie w Roku Świętym do Watykanu bezdomnego Jezusa. Rzeźba przedstawiająca Jezusa jako bezdomnego śpiącego na ławce stanęła obok budynku, w którym mieści się Papieski Urząd Dobroczynności. Przedstawia naturalnej wielkości postać przykrytą lekkim kocem, spod którego widać jedynie stopy naznaczone ranami po gwoździach. Arcybiskup Krajewski podkreśla, że te rany leczą nasze płynące z serca dzieła miłosierdzia.

Beata Zajączkowska

Autor: Beata Zajączkowska

Dziennikarka Radia Watykańskiego, publicystka Gościa Niedzielnego. Współpracująca z portalami Wiara.pl i Stacja7.pl oraz Misyjnymi Drogami i Pastores. Pracując w sercu chrześcijaństwa u boku już trzeciego papieża fascynuje się odkrywaniem bogatej mozaiki Kościoła powszechnego. Zakochana po uszy w Afryce, gdzie kiedy tylko może ucieka. Czarny Ląd to dla niej bijące serce Kościoła, a przede wszystkim ląd gdzie ludzie relacje mają jeszcze znaczenie. Teren gdzie mimo nędzy, wojen i prześladowań można się uczyć radości życia i mocy wiary.

Podziel się

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *