Abba…

„Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów». A On rzekł do nich: «Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie»”.

Łk 11,1-13

lectio

Być może biorąc do ręki Biblię i otwierając jej karty, zadajemy sobie czasem „po cichu” pytanie, czym właściwie jest ta księga? Dlaczego to właśnie po nią sięgam, szukając światła, mądrości, pokoju, Boga? Dlaczego to właśnie ona, a nie jakaś inna, „stróżuje na moim nocnym stoliku” (R. Brandstaetter)? Dlaczego jest dla mnie nieustannie punktem odniesienia? Czy tylko dlatego, że zawiera opis niezwykłych wydarzeń, które rozegrały się w historii narodu wybranego, zapis nadprzyrodzonych interwencji Boga w historii umiłowanego ludu? Czy dlatego, że Księga ta przypomina mi słowa i czyny Jezusa, jakie ze swoją poczwórną wrażliwością utrwalili na jej kartach ewangeliści? Czy dlatego, że mogą być one źródłem, z których czerpię natchnienie, naukę i przykład dla mojego życia? Na każde z tych pytań można udzielić pozytywnej odpowiedzi, ale jest chyba jeszcze coś. Ta Księga, to Słowo, będące bramą prowadzącą w głąb, wprowadza mnie – słabego i grzesznego – w samo serce Boga, w tajemnicę niezwykłej relacji pomiędzy Ojcem i Synem. O tym właśnie mówi perykopa Łukaszowej Ewangelii.  

meditatio

Rozdział 11. Ewangelii wg św. Łukasza rozpoczyna się od wzmianki o modlitwie Jezusa. Temat modlitwy (również modlitwy Jezusa) wydaje się być szczególnie drogi trzeciemu ewangeliście. Słowa „modlitwa” i „modlić się” odnajdujemy siedemnaście razy w Ewangelii wg św. Mateusza i trzynaście razy w Ewangelii Marka, w Ewangelii Łukasza pojawiają się one dwadzieścia jeden razy, a w Dziejach Apostolskich (napisanych również przez Łukasza) jeszcze dwadzieścia pięć razy. Od modlitwy rozpoczynają się obydwie księgi dzieła Łukaszowego. W Ewangelii jest to modlitwa Zachariasza w świątyni (1,9-10), zaś w Dziejach Apostolskich modlitwa pierwszej wspólnoty uczniów, która trwała „jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, z Maryją, Matką Jezusa, i z braćmi Jego” (Dz 1,14). Tylko Łukasz wspomina, że Jezus modlił się, kiedy niebiosa otwarły się nad nim w momencie chrztu w Jordanie (Łk 3,21). Wyłącznie on zauważa, że wybór uczniów dokonał się po całonocnej modlitwie (Łk 6,12), że Jezus modlił się, zanim zapytał uczniów: „za kogo uważają mnie tłumy?” (Łk 9,18), że modlił się na górze, którą okrył przemieniający obłok, a gdy w niego weszli (Jezus z Mojżeszem i Eliaszem czy uczniowie?) odezwał się głos: „To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie” (Łk 9,28-35).

Łukasz wydaje się być zafascynowany modlitwą Pana. Dokładnie tak, jak „jeden z uczniów”, który patrząc na modlącego się Jezusa, zapragnął nauczyć się takiej modlitwy. Wydaje się istotne, by od tego właśnie rozpocząć duchową lekturę naszej perykopy: od zapatrzenia się w Tego, który rozmawia z Ojcem na modlitwie. Choć z całą pewnością uczniowie nie byli świadomi istoty relacji łączącej Jezusa z Ojcem, to jednak wyczuwali jej niezwykłość i sami pragnęli w niej jakoś uczestniczyć: „Naucz nas modlić się…”. Mistrz spełnia ich prośbę: „Kiedy się będziecie modlić, mówcie: Ojcze…”. Na uwagę zasługuje fakt, że, inaczej niż w Ewangelii Mateuszowej, gdzie użyte zostało wyrażenie „Ojcze nasz”, św. Łukasza pozostawia samo: „Ojcze”. Warto zwrócić również uwagę, że sam Jezus nigdy nie modli się, używając formuły „Ojcze nasz”… Choć u Mateusza tak właśnie rozpoczyna się modlitwa, której naucza On swoich uczniów, odpowiadając na ich prośbę: „Naucz nas modlić się”, to jednak sam modlił się, używając wyrażenia: „Ojcze” lub „Ojcze mój”. W ten sposób Mateusz akcentuje, jak się wydaje, różnicę w relacji, jaką Jezus ma do swego Ojca, a jaką mogą mieć Jego uczniowie. Łukasz z kolei wydaje się podkreślać podobieństwo: Jezus przekazuje uczniom sekret modlitwy, którą sam zwracał się do Ojca.

To właśnie niezwykły dialog – relacja, która łączy Ojca i Syna, stanowi istotę modlitwy. Syn zwraca się do Ojca – a Ojciec odpowiada Synowi: „Ojcze” – „Synu mój”. W tym modlitewnym dialogu Syn biegnie w stronę Ojca, wzywając go pełnym serdecznej (dziecięcej – nie dziecinnej!) zażyłości słowem Abba! „Wzruszony głęboko” Ojciec wybiega naprzeciw Syna, szepcząc: Beni, „Synu mój!” Wyjaśniając aramejskie pojęcie Abba, wskazywano niekiedy, że jest to słowo, którego dzieci używały w stosunku do swego ojca i tłumaczono je jako zdrobnienie: „Tatusiu”. Ciekawe, że nie pada ono w kontekście modlitwy, której Jezus nauczył swych uczniów. Tutaj ewangeliści konsekwentnie używają greckiego słowa Πάτερ. A jednak aramejskie Abba pojawia się trzykrotnie w tekstach Nowego Testamentu: raz w modlitwie Jezusa w Ogrojcu, zapisanej przez św. Marka (14,36) i dwukrotnie w listach Pawłowych, w kontekście daru Ducha, który czyni nas „synami Bożymi” i staje się w nas głosem wołającym do Boga: „Abba, Ojcze!” (Rz 8,15-16; Ga 4,6). W kontekście tych tekstów (które są być może śladem liturgicznej praktyki Kościoła) trudno odnaleźć echo zdrobnienia „Tatusiu” używanego przez żydowskie dzieci. Bardzo łatwo jednak doszukać się echa absolutnie wyjątkowej więzi, która łączyła Jezusa z Ojcem oraz znajdowała odbicie w każdym Jego słowie i geście, promieniowała z Jego modlitwy… Nietrudno zobaczyć w niej obraz Tego, który oddalał się na miejsca ustronne, by się modlić. A modlił się tak, że w sercu patrzących rodziło się ciche pragnienie, by modlić się jak On…

oratio

Nazywamy się dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy, dlatego ośmielamy się mówić: Ojcze…

contemplatio

Jednym z najpiękniejszych wspomnień z Izraela, obrazkiem, który widywałem nieraz, przechodząc przez dzielnicę ortodoksyjnych Żydów, jest mały pejsaty chłopczyk wkładający ufnie swoją małą dłoń w dużą, męską dłoń swego pejsatego taty. Podnosząc głowę, patrzył mu w oczy i mówił: „Abba”. A tato odpowiadał: „Ma leka, beni – cóż Ci tam, mój synku?”. A potem szli razem: duży pejsaty ojciec – Abba i mały pejsaty chłopiec – jego syn, z dużym tornistrem na plecach… Mała dłoń dziecka złożona ufnie w dłoni Ojca.

Avatar

Author: ks. Krzysztof Napora SCJ

Sercanin. Od roku 2012 pracownik naukowo-dydaktyczny Instytutu Nauk Biblijnych KUL. Asystent przy katedrze Ksiąg historycznych i dydaktycznych. Po reorganizacji Instytutu jest asystentem w Katedrze filologii biblijnej i literatury międzytestamentalnej. Ponadto jest wykładowcą Starego Testamentu w Wyższym Seminarium Misyjnym Księży Sercanów w Stadnikach. Jest członkiem Society of Biblical Literature, Stowarzyszenia Biblistów Polskich oraz Polskiego Towarzystwa Teologicznego. W wolnych chwilach lubi czytać literaturę piękną, zwłaszcza dzieła Norwida.

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.